jak nakazuje tysiacletnia tradycja polskiego warcholstwa

prywaty nigdy nie za wiele.
a ze ja moge sobie na to tu pozwilic (no bo kto niby mnie wytnie...

) to wlasnie to robie.
wiem ze dla osob czytajacych ten tekst przekazywane ponizej informacje i zwiazane z nimi emocje sa puste, ale dla mnie nie.
niniejszym informuje ze przybyla nam nowa forumowiczka o wdziecznym nicku Nadia

. droge na ten swiat miala bardzo trudna a to ze z nami jest zawdziecza wytrwalosci swojej wspanialej mamy i wiedzy wykwalifikowanych specjalistow, lekarzy ktorzy wiedzieli co robic gdy wszystko poszlo niezgodnie z planem. jesli skale skomplikowania zabiegu i zagrozenia dla zycia przyjmiemy jako
1 (easy) do 10 (hardcore), to 18 godzin walki na sali porodowej zostalo ocenieone przez lekarza prowadzacego na 9....
a ja tam bylem przez caly czas w srodku calej akcji nie dalej niz na wyciagniecie reki od lozka czujac sie czasami jak na srodku planu filmowego 'ER' a czasami jak w trybach maszyny ktorej nie da sie zatrzymac bo slowa 'przepraszam ja wysiadam' nie dzialaja.
obecnie mama jest wykonczona, corka glodna (wiedzy??

) a szczesliwy admin szuka dodatkowej pracy
