W Polsce mieliśmy mieszkanie, kota – wszystko oprócz wolności. Oboje
podróżnicy palcem po mapie, chcieliśmy choć raz móc gdzieś się wyrwać.
Powtarzałam sobie, że ten dzień nadejdzie, a Polska da nam pracę za
godziwe pieniądze. I będę mogła żyć odważnie, a nie rozważnie i
realizować swoje marzenia wykonując pracę, która przyniesie mi
satysfakcję. Taka byłam w tym dobra, że wmówiłam sobie nawet, że praca
jest

tylko środkiem do zdobycia pieniędzy, i należy się od niej
psychicznie odizolować.
Lata mijały. Coraz więcej wysiłku musiałam wkładać w tę cierpliwość i
coraz mniej odwagi w cokolwiek, co robiłam. Aż wreszcie desperacja
zmusiła nas do podjęcia decyzji o wyjeździe do Londynu. Do miasta
pełnego Polaków, którym się nie udało w Polsce – taka panowała opinia
wśród naszych znajomych, którym polskie realia wystarczały. Mało tego –
byli dumni ze swojej pracy za 1500zł w urzędzie. Następnie stawali się
kolejną Panią Genią, równie arogancką jak twardogłową.
Londyn okazał się miejscem, gdzie z początku tej cierpliwości potrzeba
jeszcze więcej, a całą swoją odwagę i chęć robienia czegokolwiek trzeba
zakopać w ogródku za wiktoriańskim domkiem, a właściwie… share -domkiem.
Cierpliwa, na ironię, robiłam się coraz mniej. Drażniło mnie wszystko,
ignorancja Brytyjczyków, nachalność Hindusów, złośliwość Polaków.
Praktycznie nie wychodziliśmy z domu, źli jak cholera, że „to przecież
miało wyglądać inaczej”. Nie podróżowaliśmy, bo na początku nie było na
to pieniędzy, potem zaś rozsądnym wyjściem było odkładanie kasy na
własne mieszkanie. Muszę przyznać, że sporo odłożyliśmy i gdyby nie
fakt, że tak się od siebie oddaliliśmy i staliśmy się zupełnie innymi,
obcymi sobie ludźmi, pewnie byśmy coś kupili.
Życie i ludzie jednakże zaskakują. Pewnego dnia usiedliśmy i oboje
zapłakaliśmy nad własną głupotą. On – wielki fan jazdy na rowerze, ja –
zapalony gryzipiórek, oboje musieliśmy przyznać, że czujemy się
fatalnie i coś należy z tym zrobić.
W następnym tygodniu kupiliśmy samochód za 1000 funtów, na marginesie
pierwszy, który zobaczyliśmy. Był to dziesięcioletni Ford Fiesta. Para,
która sprzedała nam samochód, właśnie wybierała się do Australii. Po
zwiedzeniu całej Europy zapragnęli zobaczyć inne kontynenty. Oboje
stwierdziliśmy z Tomkiem, że to był dobry zbieg okoliczności, dodali
nam otuchy, pokazali, że warto iść własną ścieżka i podejmować ryzyko.
Przewaliliśmy całą kasę na depozyt, pojechaliśmy do Paryża, Sardynii,
Walii, Kornwalii, Belgii. Szczęśliwi i czując po raz pierwszy w życiu
wiatr w skrzydłach. Tomek niedługo potem kupił sobie rower, zadowolony
jak dzieciak, ubabrany codziennie po szyję w smarze.
Abstrahując ode mnie i od Tomka, wydaje mi się, że odwagi nie oczekuje
się u nas nigdy i nigdzie. W podstawówce, gimnazjum, liceum trzeba się
uczyć i przede wszystkim nie odstawać, tylko przystawać. Należy
odpowiadać na pytania dokładnie tak jak wyczytaliśmy z podręczników.
Choć historia i nauka pokazuje, że często nie ma jednej prawdy
historycznej czy chociażby definicji.
Na studiach z kolei wykładowcy oczekują od nas umiejętności
formułowania własnych myśli i poglądów, chociaż często jest już za
późno, bo czas na wychowanie samodzielnego i odważnego człowieka już
minął.
Kiedy czas nauki się kończy, wkraczamy na drogę zawodową, gdzie nasze
nieco bardziej bujne i odważne „ja” stawia swoje pierwsze kroki, styka
się wtedy rzeczywistością polskiego rynku pracy. Fakt, iż tak wielu
Polaków jest bezrobotnych, czyni nas niezwykle zlęknionych i
sfrustrowanych pracowników.
Jakiż był mój szok, kiedy w Londynie mój pracodawca pytał mnie, co
można by było zrobić, aby usprawnić działanie firmy. Zamiast kazać swym
pracownikom schylać głowę nisko, doceniają tych aktywnych. Naturalnie
nikt nie musi naszych pomysłów wcielić w życie, ale nikt też nie traci
z tego powodu pracy.
Przywozimy ze sobą więc tu na Wyspy bagaż swoich doświadczeń i
kompleksy. Warto sobie przy tej okazji powiedzieć, że to, jak nas
wychowano, system wartości, który nam narzucono – szkoła, rodzice –
często, naturalnie nie zawsze, uczynił nas emocjonalnymi i życiowymi
kalekami. Jak śpiewa „Raz, Dwa, Trzy” – „Jestem Polakiem, mam na to
papier i cały system zachowań…”