two4date.co.uk
Southampton Live - Spadłem do lumpenproletariatu PDF Drukuj E-mail
Autor: Przemysław Wilczyński   
Friday, 25 August 2006
Spis treści
Southampton Live - Spadłem do lumpenproletariatu
Strona 2
Strona 3




Pokój


W pokoiku trzy na cztery metry jest miejsce na łóżko, małe biurko, szafkę i fotel. Zostaje skrawek podłogi (kiedy do Magdy przyjeżdża na zarobek brat, śpi na ziemi). Za fotelem trzy kremy Estée Lauder. – Łączny koszt: 15 tys. złotych – mówi Piotr.
– Dostaliśmy w nagrodę. Próbowaliśmy gdzieś popchnąć, ale z marnym efektem. Sprzedaliśmy jeden w Polsce za jedną trzecią ceny, do dziś nie dostaliśmy wszystkiego.

Na szafce sterta tańszych kosmetyków. – To woda toaletowa, każda po 40 funtów, czyli tyle, ile zarabiam przez całą noc. A ile tych wód na minutę zdążymy wyprodukować! Na każdego pensa musimy zapieprzać całą noc, a oni na tablicy ogłoszeń piszą, że właściciel kupił obraz za 64 miliony funtów!

Na biurku laptop, na komputerowej tapecie budynek uniwersytetu w Oxford. Na ścianie lista angielskich czasowników nieregularnych przylepionych nalepką „GOOD LUCK". Na szafce telewizor, pod nim odtwarzacz CD przyniesiony przez Piotra z second-handu.

Artur, dwa piętra wyżej, ma większy pokój. Duże biurko, na półkach sterta książek do angielskiego i poradniki psychologiczne (koncentracja, szybkie czytanie). Artur płaci 90 funtów tygodniowo. Piotr i Magda – tyle samo na pół.

– Nasz landlord to człowiek chciwy. Lepiej o kasie z nim nie rozmawiać, bo zaraz zacznie się żalić, że nie ma za co żyć i musi zrobić podwyżkę.


Pieniądze

ImageArtur: – Wiem, że będę miał kiedyś duże pieniądze. Niektórzy ludzie są do tego stworzeni. Mnie podnieca droga do pieniędzy. Muszę ją przebyć, by stać się tym, kim chcę. Obudzić się, wziąć do roboty, wyjść z mojego wygodnego świata.

Piotr po przyjściu z nocki sprawdza kursy walut. – Niech złotówka spadnie na pysk. Gdyby funt był wart osiem złotych, już byśmy wracali. Tak jak planowaliśmy. Dzwoniłem do dewelopera w Toruniu, 100 tys. kosztuje trzydziestoparometrowe mieszkanie. Chcemy mieć większe.

Przed wyjazdem mieszkali na niespełna 40 metrach w wynajmowanym mieszkaniu (Piotr: „Znacznie lepsze warunki niż tu"). Magda zarabiała ponad 200 zł na ulotkach. Poza tym: stypendium z uczelni i niewielka pomoc od rodziców, razem ok. 600 zł. Piotr – po dwóch fakultetach (politologia i administracja) – za etat w firmie brał 2 tys. zł. Za mieszkanie płacili 900 zł. Odkładali kilkaset.

Tygodniówki w Southampton: Magda – 186 funtów, Piotr – 237, Artur – 270. Magda i Piotr, poza mieszkaniem, wydają kilkadziesiąt funtów na transport i jedzenie. Razem odkładają ponad 6 tys. zł miesięcznie.

Piotr w kwietniu przemycił z Polski red-white'y, dziesięć sztang po dziesięć paczek. Sprzedał po dwa funty za paczkę. Podróż się zwróciła.

W Southampton, w najtańszym supermarkecie ASDA, polują na „reducety" (tak nazywają żywność na promocji). Przed zamknięciem przeceny sięgają dziewięćdziesięciu kilku procent. Piotr kupuje m.in.: dwie bagietki za 42 pensy i jogurty po kilka pensów za sztukę.

 
Nic o was...

Przestronne biurowce BBC w centrum Southampton. Victoria Barlett, młoda dziennikarka radiowa prowadząca tzw. morning show, z uśmiechem mówi o Polakach. Pracowici? O tak, bardziej od Brytyjczyków. A jaki etos pracy! Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że mamy ich w naszym miasteczku.

Vicky w ostatnim czasie zrobiła trzy programy o Polakach. Pierwszy – o tanecznej grupie polskich Cyganów, którzy zawitali do miasta. Drugi był debatą lokalnych polityków na temat obecności Polaków w Southampton. Trzeci – o Polce, która uruchomiła gorącą linię z informacjami i poradami dla przyjeżdżających po rozszerzeniu UE. – Chcemy, by Brytyjczycy więcej wiedzieli o tak dużej społeczności. Wtedy będą się was mniej bali – mówi Barlett. – Na razie wszyscy przyjezdni z krajów słowiańskich to dla Brytyjczyków Polish community.

– Zwracamy się też do Polaków – mówi. – Już nie wysyłają, jak kiedyś, sygnału: chcemy tu budować nasz mały świat. Chcą być częścią społeczeństwa. My, dziennikarze, mamy im to ułatwić.

Młodziutka Ania Kieliszek – właścicielka zakładu fryzjerskiego z szyldem „Polski fryzjer" na „polskiej" Shirley Road – jest już prawie gwiazdą mediów. Gwiazda jest wściekła z powodu tego ciągłego nachodzenia. – Byli trzy razy z „Daily Echo", raz z „Daily Mail", dwa razy z kamerami z BBC1. I zawsze polityka: jak jest w Polsce, dlaczego przyjechałam, czy w kraju miałam lodówkę. Nie wiem, po co przychodzą: pomóc czy zaszkodzić. Ale zrobili mi reklamę, minuta w BBC kosztuje kilka tysięcy funtów, ja miałam za darmo.

Jan Kośniowski artykuły ze swoimi wypowiedziami trzyma w specjalnej teczce. – Jeszcze niedawno chodziliśmy do mediów, żeby coś nagłośnić. Zwykle bez skutku. Teraz nie mogę się opędzić.

Ks. Kościółek dał już ponad 20 wywiadów. – Wszystkie pozytywne – opowiada. – Polak w mediach brytyjskich to człowiek pracowity, nienarzekający, uczciwy.

„Guardian" drukuje specjalny dodatek o Polakach. W środku m.in. tekst Doroty Masłowskiej o pokoleniu dwudziestoparolatków zmuszonych do wyjazdu na Zachód. Wśród komentarzy tekst o przejęciu władzy przez braci Kaczyńskich. Luke Harding pisze m.in. o dyplomatycznych gafach, ksenofobii i sprawie „Tages-zeitung". Podsumowuje: „Nic dziwnego, że wielu młodych Polaków zdecydowało się wynieść do Zjednoczonego Królestwa – pod nieco mniej zwariowane rządy Tony'ego Blaira. Jak powiedziała młoda kobieta, mieszkanka Londynu: »Wolę płacić podatki rodzinie królewskiej niż Kaczyńskim«". Poza tym reportaże o Polakach na Wyspach, informacje o polskiej kulturze i – w języku polskim – typowe Imagepytania zadawane na Wyspach przez Polaków, wraz z odpowiedziami.

Podobny dodatek w lokalnym „Daily Echo". Dziennik krzyczy po polsku na pierwszej stronie: „Witamy w Hampshire!". Większość tekstów w języku polskim. Sarah Jones, dziennikarka pisma: – Nigdy wcześniej nie zrobiliśmy dodatku w obcym języku. Ale polski to przecież teraz drugi język w mieście! Każdego dnia Brytyjczycy słyszą go na ulicach, widzą polskie numery rejestracyjne, szyldy na sklepach. Musimy pomóc im zrozumieć Polaków. Poza tym gazeta ma się sprzedawać, byłoby szaleństwem lekceważyć co dziesiątego mieszkańca miasta, potencjalnego czytelnika.

David Adcock, Brytyjczyk uważany w mieście za adwokata Polaków, odpowiada za wdrażanie projektu „EU Welcome" dla Polaków. – Na początku była ignorancja – mówi. – Również w mediach. Polaków przedstawiano jako uchodźców. Pracodawcy nie wiedzieli, nawet zaraz po rozszerzeniu Unii, na jakich zasadach ich zatrudniać. Teraz jest inaczej.
 


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
NO FILE
PageRank tego serwisu
Polskie randki w UK.Randki dla Polaków w Anglii.Fotki.Flirt.Czat.Filmikipolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na prawko po polskupolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na angielskie prawko po polsku