|
Strona 3 z 3
My i Brytyjczycy
Piotr ma wolne, jedzie do Oxfordu popatrzeć na porządnych, wykształconych ludzi, nie ten motłoch z fabryki, co nie wie, ile jest trzy razy cztery. –
Brakuje mi towarzystwa z Polski, z którym mógłbym pogadać o poważnych sprawach.
Artur: – Czytałem po angielsku książkę. Spytałem „Angola" w fabryce o słowo. Nie wiedział! A są pewni siebie, jakby byli tam świętymi krowami.
Piotr: – Czuję się tu jak dobrze zakamuflowany szpieg w lumpenproletariackim towarzystwie.
W domu chciwego landlorda Piotr, Magda i Artur mieszkają z dwojgiem czarnoskórych (pierwsze piętro), Albańczykiem i Algierczykiem (drugie).
Z drugim piętrem są w niezłych stosunkach. Z Murzynami nie rozmawiają w ogóle.
– „Turbany" i „brudasy" tylko produkują dzieci, nie chcą płacić podatków i czekają na pomoc od państwa. My i Brytyjczycy musimy zapieprzać, żeby płacić za nich podatki – zgadzają się Piotr z Arturem. Artur: – Nie pracują, tylko się uczą angielskiego. Język rzeczywiście znają, ale my mamy lepsze wykształcenie ogólne.
Piotr zaznacza: – Są wyjątki, Murzyni, którzy są całkowicie OK. Znam takich w pracy, nawet lepsi od Anglików. Ale osobiście wolę społeczeństwa monokulturowe. Zanim tu przyjechałem, lubiłem wszystkich „innych". Kolega, który był tu wcześniej, bardzo na nich narzekał, a ja ich broniłem. Teraz go rozumiem.
Europa wielu narodów
– Myśleliśmy, że się pokłócą – opowiada o debacie lokalnych posłów w BBC Victoria Barlett – i nic z tego, debata była nudna, wszyscy – od konserwatysty, przez liberalnego demokratę, po członka Partii Pracy – byli zgodni, że obecność Polaków miastu służy. Nasi politycy nie zamiatają problemów imigrantów pod dywan. Starają się, proszą parlament o fundusze pomocowe. Robią wszystko, by imigranci nie zamykali się w gettach. Getta to zagrożenie.
Barlett podkreśla, że w morning shows, podczas wypowiedzi słuchaczy, padają różne ostre sformułowania, w tym rasistowskie. Ale nigdy o Polakach.
Adcock: – Polacy są biali, to pomaga, nie ma co ukrywać. Poza tym mają chrześcijańską tożsamość. Oczywiście, niektórzy mawiają, że Polak zabiera Brytyjczykowi pracę, ale mam nadzieję, że to się zmieni.
David Adcock jest grzeczny. Chłoszcze Brytyjczyków, chwali Polaków. Tak, wiem, za mało robimy, musimy walczyć o fundusze, walczyć z eksploatacją, ułatwiać dostęp do związków zawodowych. A Polacy? Niezwykle uczciwi. I dumni, przede wszystkim dumni. Podatki płacą? Jeszcze jak!
O zdarzających się od czasu do czasu postawach rasistowskich ze strony Polaków mówi: – W Polsce nie macie jeszcze wielu obcych. Podobnie było w Southampton wiele lat temu. Mój tata i ludzie z jego pokolenia bywali rasistami nie z powodu złego charakteru, ale z powodu niewiedzy. Widzę, że Polacy przyzwyczajają się tu do innych, np. polskie dziewczyny spotykają się z Azjatami.
Doktorat został w Polsce
Piotr od dwunastego roku życia prowadzi zeszyt z listą książek. Jest już 350, to większość przeczytanych w życiu. Prawie dwie na miesiąc, oblicza. – A tu, przez półtora roku, przeczytałem najwyżej kilkanaście. Coraz częściej myślę w nocy o tym, co zostawiłem w Polsce. Miałem pisać doktorat („Europa Środkowo-Wschodnia – mit czy rzeczywistość?"), spotykałem się z promotorem. I wtedy przyjechał z Anglii mój dobry kolega. Opowiedział, jak jest. Usiadłem z kartką, obliczyłem i wyjechaliśmy.
Artur do edukacji podchodzi praktycznie. – Same fakultety nic nie dają – mówi.
Po wprowadzeniu się w stan beta, robi wizualizację celów. Widzi, jak rozmawia z Anglikami. Zna techniki szybkiego uczenia się i treningu mózgu. – Trzeba umieć angażować obydwie półkule. Pomaga w tym żonglowanie.
Podchodzi do biurka, bierze trzy szmaciane piłeczki i demonstruje trening mózgu przez żonglowanie.
– Po wizualizacji – mówi – musi przyjść akcja. Z akcją – przyznaje – jest różnie. Uczy się dużo, ale niekonsekwentnie. Za dużo przerw. – Jeśli nie nauczę się perfekcyjnie angielskiego, to nici z firmy.
Zanim wyjechali na zarobek, skończyli w Polsce studia. Piotr politologię i administrację. Artur – inżynierską informatykę. Magda ma licencjat z fizyki.
Od września Artur idzie na intensywny kurs angielskiego. Cztery razy w tygodniu po pięć godzin, od samego rana, czyli po powrocie z nocki. – Czy wytrzymam? Muszę. Trochę się martwię o zdrowie, ale trzeba zapłacić jakąś cenę. Jestem na siebie wściekły. Po paru miesiącach miałem mówić biegle po angielsku.
Krótka przerwa w życiu
Piotr ma dość fabryki. Szuka nowej pracy. Idzie do pana Kośniowskiego. Pan Jan potrzebuje kogoś do redagowania polonijnej gazety. Kogoś takiego jak Piotr – inteligentnego, wykształconego, dobrze piszącego (Piotr prowadził kiedyś pismo studenckie). Jedyny problem to angielski – oprócz redagowania pisma trzeba sprzedawać miejsca reklamowe, także Anglikom.
– Z językiem u pana lepiej? – pyta pan Jan (Piotr już kiedyś starał się u niego o pracę).
– O tak, znaczny improvement.
Pan Jan odkłada decyzję. Do sprzedaży reklam zatrudni dziewczynę z bardzo dobrym angielskim. Do Piotra w sprawie gazety zadzwoni później.
Co myślą o czasie w Southampton? Piotr: – Sam nie wiem, czasami myślę, że to porażka. A czasem, zwłaszcza jak zerknę na konto, że było warto. W Polsce też bym pewnie harował nie w swoim zawodzie, tylko za mniejsze pieniądze. Ale czas ucieka. Za rok będę po trzydziestce. Trzeba wracać jak najszybciej. I tak żadne państwo nic mi nie da.
Artur krytykuje sytuację w kraju: – To, co politycy zrobili z tym krajem, to katastrofa.
A jemu jak było?
– Nieźle, ale znam wielu, którym było ciężko. Jak tak dalej pójdzie, wszyscy wyjadą i nie wrócą.
Czy on wróci?
– Kiedyś wrócę. Poradzę sobie wszędzie.
Ciepły niedzielny wieczór.
Portowe Southampton powoli zasypia, słychać tylko wrzaski wielkich białych mew. Magda szykuje się do snu, Piotr do pracy. – Zrobiliśmy sobie tutaj coś jakby przerwę w życiu – mówi.
Dochodzi 21.50. Za chwilę z drugiego piętra zbiegnie Artur. Za 10 minut będą na moście samobójców, za 15 w samochodzie. Potem fabryka i taśma jadąca z prędkością czterdziestu kremów na minutę.
Niektóre imiona bohaterów zostały zmienione.
za: Tygodnik Powszechny
Rozpoznajecie bohaterów felirtonu? To jedni z nas. A może rozpoznaliście samych siebie lub chcielibyście podzielić się z nami Waszymi przemyśleniami na temat tego felietonu? Cz y autor miał rację czy też rozminął się z rzeczywistością..... Zapraszamy wypowiedzi na forum w specjalnie utworzonym wątku.
|