Celem programu Skills for Life, wprowadzonego w 2001 roku było
dokształcenie najsłabiej wyedukowanej części społeczeństwa, w tym nie

mówiących po angielsku imigrantów. Po pięciu latach, z których przez
dwa ostatnie Polacy mogli korzystać z kursów za darmo, przyszedł czas
na podsumowanie.
Program Skills for Life powstał na długo zanim Polska weszła do Unii
Europejskiej. Dopiero jednak od tego momentu – ponad dwa lata temu –
kursy języka angielskiego, za które do tej pory Polacy słono płacili
stały się dla nich darmowe. Celem rządowego programu było wyjście
naprzeciw potrzebom najsłabiej wyedukowanej części społeczeństwa i
stworzenie kursów obejmujących naukę pisania, czytania i liczenia.
Część tej strategii stanowiły kursy ESOL (English for Speakers of Other
Languages), na których obcokrajowcy mogli uczyć się angielskiego. Po
dwóch latach okazało się, że początkowe założenia nie do końca się
sprawdziły. W kursach ESOL uczestniczyły nie tylko osoby bez żadnego
wykształcenia, ale również dobrze wyedukowani specjaliści, lekarze,
nauczyciele uniwersyteccy, inżynierowie i inni, którzy chcieli poprawić
swoją znajomość angielskiego. Niektórzy ze studentów mówili już kilkoma
językami i nauka przychodziła im błyskawicznie. Poziom, który mogli
osiągnąć na kursach Skills for Life szybko okazywał się
niewystarczający.
Z drugiej strony, na tych samych zajęciach pojawiały się osoby
przeżywające kulturowy szok i doświadczające na co dzień trudności w
załatwieniu najprostszych życiowych spraw. W 2003 roku rozszerzono
program ESOL Skills for Life o zagadnienia dotyczące systemu edukacji,
opieki społecznej, zatrudnienia i ustaleń regulujących prawa
imigrantów, czyli o to, co przydaje się w „normalnym” życiu. Celem
programu, w części dotyczącej imigrantów, stała się przede wszystkim
pomoc tym spośród nich, którzy zamierzali osiedlić się w Wielkiej
Brytanii na stałe.
Osoby, które chciały uczyć się języka na bardziej akademickich kursach
wybierały zajęcia kończące się egzaminem Cambridge FCE (First
Certificate in English), CAE (Certificate in Advanced English) i CPA
(Certificate of Proficiency in English), do końca 2004 roku dostępne za
darmo, a w niektórych college’ach darmowe również do końca ubiegłego
roku akademickiego. Imigranci, którym zależało, by jak najszybciej
zacząć mówić po angielsku, zapisywali się na darmowe kursy Cambridge
ESOL Skills for Life.
Od nowego roku akademickiego te reguły ulegną jednak zmianie. Żeby
zapisać się na płatny kurs przygotowujący do egzaminu FCE, CAE lub CPA,
trzeba będzie jednocześnie zadeklarować uczestnictwo w kursie Skills
for Life. W niektórych college’ach na jedne zajęcia np. CAE w tygodniu
mają przypadać trzy spotkania na kursie Skills for Life. Chociaż na
pierwszy rzut oka nie wiadomo, o co chodzi, już na drugi można domyślić
się, że w grę wchodzą po prostu pieniądze. Dobro studentów
niekoniecznie leży na sercu władzom college’ów, ważniejsze są dotacje,
a te obejmują jedynie program Skills for Life. Chociaż Cambridge ESOL
prowadzi rozmowy zmierzające do dotowania również kursów FCE, CAE i
CPA, wygląda na to, że przywrócenie darmowych zajęć na tych kursach
jeszcze w tym roku akademickim nie będzie miało miejsca.
„Życiowe umiejętności”
Od sierpnia 2004 roku zdanie egzaminu z języka angielskiego na poziomie
1 i 2 Skills for Life równa się zdobyciu narodowych kwalifikacji NQF
(National Qualifications Network) na tym samym poziomie, co
kwalifikacje zdobyte na innych kursach, również przez osoby, dla
których język angielski jest językiem ojczystym. Ta informacja jest
istotna dla osób, od których pracodawcy wymagają przedstawienia
dokumentu potwierdzającego znajomość języka na odpowiednim poziomie.
Warto jednak zaznaczyć, że choć w teorii istnieje również odniesienie
egzaminów zdanych na poziomach 1 i 2 kursów Skills for Life do
egzaminów Cambridge FCE i CAE, studenci zamierzający wrócić do Polski
mogą z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że w naszym kraju
dokumenty potwierdzające zdanie egzaminu kończącego kurs Skills for
Life nie będą przedstawiały żadnej wartości. Celem takiego zabiegu było
dokładne opisanie małych kroków, które muszą wykonać studenci, żeby
przejść na kolejny poziom. Kurs Entry 1 zakłada naukę zadawania
prostych pytań, wydawania prostych poleceń, naukę przeprowadzenia
rozmowy na tematy poruszane w codziennym życiu (w sklepie, u lekarza,
na poczcie) oraz naukę czytania obejmującą znaki drogowe, drogowskazy i
schematyczne ulotki. Dopiero poziom Entry 2 zakłada naukę pisania
prostych wiadomości, a poziom Entry 3 rozszerza naukę prowadzenia
konwersacji do rozmów prowadzonych przez telefon. Chociaż poziomy 1 i 2
systemu Skills for Life teoretycznie odpowiadają FCE i CAE, ich
programy są znacznie uboższe i zawierają śladowe ilości gramatyki,
kładąc nacisk na umiejętność komunikacji. Dopiero poziom pierwszy
zakłada wprowadzenie studentów w podstawy zawiłości mowy zależnej i
zdań warunkowych. Ktokolwiek zetknął się wcześniej z egzaminami FCE czy
CAE wie, jak dalece te teoretycznie równe poziomy od siebie odbiegają.
Co daje certyfikat Cambridge?
Geneza egzaminów językowych Cambridge sięga roku 1858, kiedy został
powołany wydział University of Cambridge Local Examinations Syndicate
(UCLES). Jego zadaniem było określenie standardów umiejętności
językowych dla szkół w Anglii.
W 1913 roku po raz pierwszy przeprowadzono egzaminy z języka
angielskiego jako języka obcego. Kandydaci, którzy zdali egzamin,
otrzymali Certificate of Proficiency in English. W ciągu kolejnych lat
wprowadzono również egzaminy na niższych poziomach. Z czasem
działalność UCLES rozprzestrzeniła się poza kraje anglojęzyczne.
Pierwsze centra egzaminacyjne w Polsce powstały w Warszawie i Gdańsku w
1938 roku, rok później do pierwszych egzaminów przystąpiło 14
kandydatów. W czasie II wojny światowej działalność centrów
egzaminacyjnych zawieszono i wznowiono ją w latach 50. Do wzrostu
popularności egzaminów Cambridge przyczyniły się jednak dopiero zmiany
polityczno-gospodarcze, które miały miejsce w Polsce w latach 90 XX
wieku. Na polski rynek weszły zagraniczne firmy, Ministerstwo Edukacji
Narodowej wprowadziło w 1991 roku obowiązek uzyskania świadectwa
znajomości języka angielskiego przez osoby nie posiadające odpowiednich
kwalifikacji w zawodzie nauczyciela, a rok później zaprzestano
organizowania egzaminów państwowych.
W związku z powyższym, w przeciwieństwie do dokumentów potwierdzających
ukończenie kursu Skills for Life, egzaminy Cambridge ESOL FCE, CAE i
CPA są dziś rozpoznawalne tak w Polsce, jak i na całym świecie. Tysiące
pracodawców, uniwersytetów, college’ów, organizacji rządowych i
ministerialnych uznaje je, traktując jako potwierdzenie znajomości
języka angielskiego. Egzaminy Cambridge, jako jedyne są powiązane z
poziomami określonymi przez Association of Language Testers in Europe
(ALTE) oraz przez Council of Europe's Common European Framework of
Reference for Languages. Certyfikat FCE, CAE lub CPA dzięki globalnemu
zasięgowi może otworzyć drzwi do międzynarodowej kariery lub edukacji.W
Wielkiej Brytanii:
- ponad 200 uniwersytetów akceptuje certyfikat CAE lub CPA jako
potwierdzenie znajomości angielskiego u osób ubiegających się o
przyjęcia na studia;
- certyfikaty Cambridge ESOL są uznawane przy ubieganiu się o posady w sektorze publicznym;
- Certyfikaty są uznawane przez największe, międzynarodowe firmy w
Wielkiej Brytanii, w Polsce i na świecie – przy rekrutacji pracowników
na stanowiska wymagające znajomości języka angielskiego. Do tych firm
należą m.in: Adidas, Coca-Cola, Hewlett-Packard, KPMG, Siemens, Sony,
GlaxoSmithKline, Nestlé i Microsoft.
W Polsce:
- Ministerstwo Edukacji Narodowej uznaje egzaminy FCE, CAE i CPE na prawach dawnego egzaminu państwowego z języka angielskiego;
- Ministerstwo Edukacji Narodowej uznaje egzaminy CAE i CPE jako
udokumentowanie kwalifikacji językowych wymaganych od nauczycieli
języka angielskiego. Kandydaci na nauczycieli, posiadający powyższe
certyfikaty, muszą ukończyć kurs metodyczny;
- Ministerstwo Spraw Zagranicznych uznaje egzamin CPE jako dokument
świadczący o znajomości języka angielskiego, wymaganej od pracowników
ministerstwa;
- Ministerstwo Edukacji Narodowej uznaje egzaminy FCE, CAE, CPE jako
udokumentowanie kwalifikacji językowych przewodników turystycznych i
pilotów wycieczek;
- FCE, CAE, CPE są honorowane przez Urząd Służby Cywilnej jako dowód
znajomości języka angielskiego, wymaganej od pracowników polskiej
służby cywilnej;
- FCE, CAE i CPE spełniają wymagania językowe stawiane przez wiele
uniwersytetów i instytucji edukacyjnych przy rekrutacji studentów.
Nauczyciele:
Stephen Keeler (nauczyciel języka angielskiego od 40 lat, wiele lat
doświadczenia w nauczaniu obcokrajowców, mieszkał w Chinach, Szwecji i
w krajach Unii Europejskiej przed rozszerzeniem):
– Uważam, że wprowadzenie darmowych lekcji języka angielskiego dla
studentów z Unii Europejskiej było dużym błędem. Ludzie nie szanują
tego, co mają za darmo. Na zajęcia chodzą w kratkę, nie odrabiają prac
domowych, a jednocześnie zapisują się na kilka kursów na raz i blokują
miejsca tym, którzy naprawdę chcą się uczyć. Zauważyłem wyraźny zwrot o
180 stopni w stosunku studentów do zajęć po zniesieniu opłat za kursy.
College próbował radzić sobie ze studentami, którzy opuszczali zajęcia
w ten sposób, że nie zezwalał im na zapisywanie się na kurs w kolejnym
semestrze. Bezskutecznie – w końcu do uczestnictwa w kursach studenci
mają prawo zagwarantowane przez przepisy Unii Europejskiej. Tak
naprawdę za zaistniałą sytuację trudno winić studentów, raczej winny
jest system. Studenci, którzy dostali na tacy to, o co kiedyś musieli
zabiegać, stracili wolę do nauki. Kielich goryczy przelał się, co
spowodowało, że zrezygnowałem z pracy w college’u, gdy od nowego roku
akademickiego wprowadzono zasady, które kompletnie dezorganizują pracę
nauczycieli. Chodzi o obligatoryjne uczestnictwo w kursach Skills for
Life dla osób, które chcą uczestniczyć w zajęciach przygotowujących do
egzaminu FCE, CAE lub CPA. Nauczyciel, który musi realizować przez trzy
lekcje w tygodniu program Skills for Life, a tylko przez jedną
przygotowywać studentów do egzaminu nie ma szansy odnieść sukcesu. Sam
program kursów ESOL Skills for Life uważam za chybiony od samego
początku. System stworzono dla imigrantów, którzy planują osiedlić się
w Wielkiej Brytanii na stałe. Tymczasem 90 procent studentów stanowią
osoby, które przyjechały tu na rok, dwa i spotykają się na zajęciach z
problemami, które zupełnie ich nie dotyczą. W dodatku materiał w
obowiązujących podręcznikach jest prezentowany w wyjątkowo nudny i
zniechęcający sposób. Moim zdaniem kurs Skills for Life zakłada
przystosowanie tych ludzi do życia w tym kraju i ma niewiele wspólnego
z nauczaniem języka obcego.
Moya (nauczycielka Skills for Life w londyńskim college’u):
– Ponieważ uczestniczę w programie Skills for Life dopiero od 18
miesięcy, nie miałam możliwości zaobserwować zmiany stosunku studentów
do zajęć po zniesieniu opłat. Wydaje mi się jednak, że był to dobry
pomysł. Dzięki temu wielu naszych uczniów mogło trafić do szkoły,
wcześniej nie było ich stać na opłacenie kursu językowego. Sam program
Skills for Life oceniam jak najbardziej pozytywnie, przy założeniu, że
korzystają z niego osoby, dla których został stworzony, czyli imigranci
planujący osiedlić się w Wielkiej Brytanii na dłużej. Uczymy studentów,
jak poradzić sobie w sytuacjach, z którymi spotykają się na co dzień.
Nie zagłębiamy się w zagadnienia gramatyczne, skupiamy się na nauce
komunikacji. Większość moich studentów jest na bardzo niskim poziomie,
jeśli chodzi o znajomość angielskiego. Poznanie podstawowych zwrotów
jest dla nich milowym krokiem naprzód, który czasem zmienia ich życie.
Materiał, który realizujemy na kursach Skills for Life oceniam jako
świetny, dobrany jak najbardziej adekwatnie do potrzeb i ciekawy. Tak
naprawdę jednak jestem zdania, że najwięcej zależy od nauczyciela. Ten
sam materiał można przekazać na wiele różnych sposobów i od pedagoga
zależy, czy studenci uznają go za interesujący czy nieprzydatny.
Uczniowie:
Małgosia:
– Kurs Skills for Life na poziomie Entry 3 to był mój pierwszy kontakt
z angielskim tu w Anglii. Kiedy przyjechałam na Wyspy, miałam ogromne
opory przed mówieniem po angielsku. Ten kurs pozwolił mi nabrać odwagi
w mówieniu i odnaleźć się w codziennej angielskiej rzeczywistości.
Miałam to szczęście, że trafiłam na bardzo przyjaźnie nastawionych,
cierpliwych nauczycieli, gotowych odpowiedzieć na nawet najdziwniejsze
pytania studentów. Sam kurs miał bardzo spokojny program, nastawiony na
nauczenie nas prostych, ale najbardziej przydatnych w normalnym życiu
zwrotów. Uczyliśmy się, jak zapytać o drogę, umówić się na wizytę u
lekarza, w prostych zdaniach opowiedzieć o sobie. Gramatyki było bardzo
mało, ale żeby mówić nie trzeba przecież znać skomplikowanych reguł
gramatycznych, wystarczy znajomość podstawowych czasów, mowy zależnej i
zasad tworzenia liczby mnogiej. Celem kursu było, żeby uczniowie
zaczęli mówić po angielsku i ten cel został osiągnięty. Dziś nie boję
się już otworzyć ust w sklepie, na poczcie czy porozmawiać z sąsiadem –
Anglikiem. W przyszłym roku chcę kontynuować program Skills for Life,
już na poziomie Level 1. Uważam, że taki kontakt z językiem, gdzie
można liczyć na to, że nauczyciel skoryguje popełniane przeze mnie
błędy i gdzie mogę rozwiać wszelkie wątpliwości jest nie do
przecenienia. O podchodzeniu do egzaminu FCE na razie nie myślę. Nawet
jeśli osiągnę w przyszłym roku odpowiedni poziom znajomości języka,
kolekcjonowanie papierków z egzaminów mnie nie pociąga. Chociaż planuję
wrócić do Polski i zdaję sobie sprawę z tego, że certyfikaty Skills for
Life nie są w naszym kraju honorowane, myślę, że to się wkrótce zmieni.
Skills for Life dla Polaków jest wciąż nowością, ale coraz więcej osób
będzie wracało do kraju z tymi właśnie certyfikatami. Siłą rzeczy,
muszą zacząć być rozpoznawalne.
Joanna:
– Chodziłam już do trzech college’y w Londynie i żadnemu z nich nie
mogę nic zarzucić. Niewątpliwie większe znaczenie niż szkoła czy
program zajęć ma jednak prowadzący je nauczyciel. Ten sam program można
realizować na sto różnych sposobów. To, czy kurs jest płatny czy nie
dla mnie nie ma znaczenia, wszystko zależy od motywacji. W minionym
roku akademickim chodziłam na zajęcia do college’u, do którego dojazd
zajmował mi ponad godzinę. Zajęcia były dwa razy w tygodniu, kończyły
się o 21.30, do domu wracałam przed 23, ze strachem przemykając
ciemnymi uliczkami. Mimo to w ciągu całego roku opuściłam tylko dwie
lekcje.
Jednak nie wszyscy studenci podzielali mój stosunek do zajęć. Na ponad
20 zapisanych na kurs osób, na lekcjach pojawiało się 15, czasem osiem.
Zauważyłam też inny minus darmowych zajęć. Ludzie zapisują się na kilka
kursów, bo nie muszą za nie płacić, później nie pojawiają się w szkole,
a blokują miejsca, na które znalazłoby się wielu chętnych.
W tym roku chciałam zapisać się ponownie do tej samej szkoły, na kurs
CAE. Jednak okazuje się, że muszę jednocześnie chodzić na zajęcia
Skills for Life i to sprawia, że zaczynam się zastanawiać. Z programem
Skills for Life zetknęłam się w zeszłym roku w raczej dziwnych
okolicznościach. Otóż pod koniec semestru okazało się, że jesteśmy
zobligowani do przystąpienia do egzaminów kończących kurs Skills for
Life. Egzamin okazał się banalny. Dowiedziałam się od mojego
nauczyciela, że go zdałam, ale nie dostałam żadnego potwierdzenia,
żadnego certyfikatu. Po kolejnym etapie tego egzaminu nikt nawet nie
pofatygował się, żeby poinformować nas o wynikach. Wydaje mi się, że
nasi nauczyciele powinni byli realizować z nami już w ubiegłym roku
program Skills for Life, ale skupili się na przygotowaniu nas do
egzaminu Cambridge, co moim zdaniem było słuszne. W nowym roku
akademickim zajęcia zostaną rozdzielone, na przygotowanie do CAE
będziemy mieli jedną lekcję w tygodniu, pozostałe to Skills for Life.
Tymczasem moje oczekiwania sa już inne. Owszem, zaraz po przyjeździe do
Anglii zależało mi na tym, żeby mówić jak najwięcej. Teraz pracuję z
Anglikami, mam chłopaka Anglika i kontaktu z językiem wystarczy mi na
co dzień. Na kursie chciałabym rozbudować słownictwo i poznać bardziej
skomplikowane struktury gramatyczne. Czy kurs Skills for Life pozwoli
mi osiągnąć to, co chcę, pewnie przekonam się w tym roku.