two4date.co.uk
Polska riksza - angielska ziemia PDF Drukuj E-mail
Autor: Magdalena Gignal   
piątek, 20 kwiecień 2007
Image Według Słownika Języka Polskiego riksza to „lekki, dwukołowy pojazd, ciągnięty przez człowieka, używany w krajach Dalekiego Wschodu” lub „trzykołowy rower z umieszczonym z tyłu siedzeniem na dwie osoby, popularny w Polsce w okresie okupacji hitlerowskiej”. Obie definicje wydają się nieprawdziwe za sprawą dwóch przedsiębiorczych Polaków – Tomasza Myśko i Bartka Miernika.

O ich „rikszowym” biznesie i nie tylko z Tomaszem Myśką rozmawiała Magdalena GignalRiksze z logo Traditional Rickshaw widać na całym West Endzie – pod parlamentem, najlepszymi teatrami i restauracjami. Wygląda na to, że trafiliście z pomysłem na biznes w dziesiątkę.

Jak to się zaczęło?

Zaczęło się dwa lata temu, kiedy przyjechałem do Londynu, żeby poszukać tu szczęścia. Chociaż tak naprawdę zaczęło się wiele, wiele lat temu, kiedy po raz pierwszy moja stopa stanęła na angielskiej ziemi. Przyjechałem do Londynu na długo przed otwarciem granic, przez pięć lat jeździłem tu na motorze jako kurier. W 1997 roku wróciłem do Polski. Przez siedem lat pracowałem w dużych korporacjach na kierowniczych stanowiskach, zarządzałem nowoczesnymi projektami logistyczno-handlowymi z wykorzystaniem funkcjonalności platform interaktywnych. Urządziłem się w Polsce, zbudowałem dom z basenem, miałem uporządkowane życie, które zaczęło mnie już trochę nudzić. Wtedy okazało się, że moja firma wycofuje się z polskiego rynku. Stanąłem przed pytaniem, co dalej?

ImageW Polsce na satysfakcjonującą mnie pracę z odpowiednimi zarobkami nie było szans. Gdzie miałem szukać szczęścia, jak nie w Londynie? Tu mieszka moja mama, znam to miasto jak własną kieszeń. Najpierw planowałem szukać pracy o podobnym charakterze jak ta, którą wykonywałem w Polsce. Ale potem zdałem sobie sprawę, że kłóci się to z moim stylem życia. Lubię spać do południa i sam decydować, co i kiedy powinno być zrobione. Nie chciałem znów wstawać o siódmej rano, wiecznie spieszyć się na służbowe spotkania i być trybikiem w korporacyjnej maszynie. Postanowiłem więc rozkręcić coś na własną rękę. Jak na zawołanie, na party u znajomych spotkałem Bartka, który właśnie wystartował z pięcioma pierwszymi rikszami sprowadzonymi z Łodzi. Na początku do propozycji współpracy podszedłem sceptycznie. Ale przespałem się z tą myślą i już na drugi dzień zadzwoniłem do Bartka. Tak właśnie się zaczęło.


Z tych pierwszych pięciu riksz w ciągu dwóch lat zrobiło się 44. Wszystkie sprowadzacie z Polski. Decyduje o tym patriotyzm, doskonała jakość pojazdów czy raczej względy ekonomiczne?
Riksze, które sprowadzamy z Polski są kilka razy tańsze od tych produkowanych w Anglii i to jest najprostsza odpowiedź. Ale jakość ma też znaczenie. Pierwsze zakupione przez Bartka riksze pochodziły z Łodzi. Ponieważ na pierwszy rzut oka było widać, że nie dotrwają do następnego sezonu, od razu dokupiłem pięć kolejnych, ale już od producenta z Gdańska – „Wytwórni Pojazdów Nietypowych”. Dziś podstawowy trzon naszej floty to 30 riksz własnej produkcji, są bezpieczniejsze i dostosowane do wymagań lewostronnego ruchu. Nazywamy je „spychaczami”, bo rzeczywiście przypominają wyglądem prawdziwe spychacze. Wszystko dlatego, że szeroka kanapa, na której siedzą pasażerowie znajduje się z przodu, a nie z tyłu pojazdu. To jedyne tego typu riksze w Londynie. Pasażerowie je lubią – mogą bez przeszkód podziwiać londyńskie widoki. („Wytwórnia Pojazdów Nietypowych” wyprodukowała kolejne już według naszego autorskiego projektu,) W międzyczasie – niestety – zostaliśmy zmuszeni do zamówienia czterech riksz w łódzkiej wytwórni. Niestety, bo wciąż poziom techniczny pojazdów pozostawiał wiele do życzenia. Nie mieliśmy jednak wyjścia – zapotrzebowanie na nasze usługi i ilość chętnych do pracy była tak duża, że nowe riksze były niezbędne natychmiast. Riksze z łodzi nazywamy „straganami” – od stożkowatych daszków. Żeby zacząć się liczyć w tej branży musieliśmy pójść w ilość. 44 riksze to już coś, ale wciąż rozbudowujemy naszą flotę.


Niewątpliwie liczycie się w tej branży. Jak poradziliście sobie z konkurencją?
Na początku inne firmy obawiały się nieczystej konkurencji ze strony Polaków. Bali się, że będziemy zaniżać ceny i w ten sposób odbierać im klientów. Ale my nie chcieliśmy zwalczać konkurencji nieczystymi zagraniami. Postanowiliśmy postawić na jakość usług. Nasze riksze są dziś najdroższe w Londynie, kilka razy droższe niż taksówki, ale i tak nie narzekamy na brak klientów. Duża w tym zasługa naszych pracowników – inteligentnych, dobrze mówiących po angielsku rikszarzy. Nasi chłopcy i dziewczyny (tak, tak, na rikszach jeżdżą też dwie przedstawicielki płci pięknej) są w stanie doradzić w sprawie restauracji lub nocnego klubu, wskazać drogę do zabytków i porozmawiać. W dobrym tonie jest wyjść wieczorem z teatru i pojechać kilkaset metrów rikszą do wypasionej knajpy. Często też dowozimy gości na śluby lub obsługujemy parady. Musieliśmy najpierw trochę powalczyć, żeby wejść w układy na Soho. Bez tego prowadzenie jakiegokolwiek interesu w tej dzielnicy byłoby niemożliwe. Dziś firma prosperuje na tyle dobrze, że mogliśmy pozwolić sobie na wynajęcie dużej bazy kilkaset metrów od Big Bena. Cóż, większość naszych klientów nie należy do ubogich, zdarza się, że dają rikszarzom kilkudziesięciofuntowe napiwki.


Napiwki nie zasilają chyba waszych kieszeni? Czy rikszarze muszą się z nich rozliczać?
ImageRikszarze nie rozliczają się ani z napiwków, ani z zarobionych na kursach pieniędzy. Nasi pracownicy wypożyczają od nas riksze za ok. £100 tygodniowo. To, co zarobią, należy do nich. Na początku próbowaliśmy różnych innych systemów rozliczania, na przykład jeździliśmy po mieście w przebraniu i sprawdzaliśmy, czy rikszarze nas nie oszukują, ale to było męczące i nie zdawało egzaminu. System podnajmowania riksz sprawdza się najlepiej. Nie musimy kontrolować pracowników, a oni mają poczucie, że pracują dla siebie. Jeśli nie chce im się pracować, nie zarabiają. Mają ekstra wydatki – wystarczy, że spędzą w pracy parę godzin więcej. Przejażdżka rikszą po londyńskim West Endzie kosztuje ok. £5 za milę od osoby. Chociaż trzeba się nieźle nakręcić, żeby wyjść na swoje, najwyraźniej nasi pracownicy są z takiego układu zadowoleni, bo na brak chętnych do pracy nie narzekamy.


Może to nie zarobki przyciągają rikszarzy do pracy dla Traditional Rickshaw, ale atmosfera, która panuje w Waszej firmie?
Pewnie coś w tym jest, ale chyba nikt nie spędzałby ośmiu godzin dziennie na rikszy dla samej atmosfery w pracy? Traktujemy naszych pracowników po partnersku, a oni chyba dobrze się tu czują. O – właśnie wrócili z towarzyskiego meczu piłki nożnej. Bartek rozciera siniaki, pewnie chłopcy skorzystali z okazji, żeby trochę pokopać szefa. Wyciągają z plecaków puszki z napojami, rozsiadają się na rozstawionych w kółko rikszach i wcale nie spieszą się do domów. Na co dzień, kiedy naprawdę trzeba pracować, jest równie sympatycznie. Konflikty właściwie się nie zdarzają. Myślę, że tajemnica tak dobrze układającej się współpracy tkwi w... różnicy charakterów. Doskonale się z Bartkiem uzupełniamy. Ja jestem impulsywny i niecierpliwy. Mój wspólnik ma anielską cierpliwość i nie sposób go zdenerwować. Może to właśnie jest recepta na sukces?


Czy Polakom, którzy chcieliby pójść w Twoje ślady doradziłbyś właśnie poszukanie odpowiedniego wspólnika?
Doradziłbym im przede wszystkim, żeby poszukali niszy na rynku. Chociaż wydaje się, że w Londynie jest już wszystko, zawsze znajdzie się jakaś dziedzina, która nie została jeszcze obsadzona. To miasto połknie wszystko, nawet najdziwniejsze, najbardziej zwariowane pomysły. Londyńczycy nie boją się nowości. Radzę też nie nastawiać się na początek na działanie globalne. Moim zdaniem szansę na brytyjskim rynku mają polskie firmy, które produkują rzeczy unikatowe. To jest dobry kraj do robienia interesów, bo nie trzeba walczyć o klienta tylko ceną. Wręcz przeciwnie, jeśli coś jest za tanie, staje się podejrzane. To zupełna opozycja do sytuacji w Polsce, w której olbrzymią karierę robią „Lidl” i „Biedronka”. Jednak, żeby odnieść sukces, na początek trzeba zainwestować. Bez kilkunastu tysięcy funtów nie ma co myśleć o rozkręceniu poważnego interesu. Ale warto zaryzykować, nie wszyscy Polacy muszą łatać rynny i przykręcać płyty gipsowe, wystarczy wziąć sprawy w swoje ręce i pamiętać, żeby za wcześnie nie spocząć na laurach.


A czy właściciele Traditional Rickshaw osiągnęli już ten etap, kiedy mogą spocząć na laurach?
Ten etap dla nas chyba nigdy nie nastąpi. Mamy mnóstwo planów na przyszłość, wystarczyłoby ich dla co najmniej dwóch dobrze prosperujących firm. Po pierwsze, chcemy zachęcić inne firmy, żeby reklamowały się za pośrednictwem naszych riksz. Mamy już na etacie projektanta, który jest w stanie przekształcić rikszę we wszystko, co sobie klient wymarzy. Teraz szukamy prężnych specjalistów od pozyskiwania reklamodawców. Planujemy również ruszyć do innych miast Wielkiej Brytanii i świata. Jedyne ograniczenie to góry – miasto musi być płaskie. Myślimy o Barcelonie, Amsterdamie, Ameryce. Moim marzeniem jest wprowadzenie riksz do Las Vegas. Gdyby udało nam się nawiązać współpracę z kasynami, nie musielibyśmy już nigdy w życiu martwić się o pieniądze. Na życzenie klienta możemy zrobić riksze nawet ze złota. To jednak plany na odległą przyszłość. Ta bliższa to olimpiada w Londynie. Chcemy, żeby nasze riksze zapewniały transport mieszkańcom miasteczka olimpijskiego. Mamy w planie przedsięwzięcie, którego nie podjął się jeszcze nikt inny na świecie – latające riksze. Wyglądałoby to tak, że riksza podjeżdżałaby na peron, podczepiała się do liny i coś w rodzaju wyciągu krzesełkowego obwoziłoby jej pasażerów, bez konieczności wysiadania, nad całym miasteczkiem olimpijskim. Mam nadzieję, że uda nam się zrealizować ten pomysł. W tym kraju wszystko jest możliwe.

rozmawiała Magdalena Gignal
Źródło: www.goniec.com


Zacytuj ten artykuł na Twojej stronie | E-mail

Komentarz (2)
1. Napisał(a) Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć na temat 17-11-2007 18:50 - Gość - IP: 62.57.61.96
 
 
www.Funkycycle.es
POZDROWIENIA OD KONKURENCJI Z HISZPANI:):):)
 
2. Napisał(a) cezar na temat 15-02-2008 20:03 - Gość - IP: 85.221.158.120
 
 
www.Funkycycle.es
Ech - stary wywiad, ale nauka nie poszla w las - panowie juz takich Bajek nie opowiadaja, jak niektore zwarte w tym artykule.
 

Dodaj swoją opinię !
  • Zanim klikniesz 'Wyślij', upewnij się że poprawnie wpisałeś kod antyspamowy.
  • W innym przypadku nie będziesz mógł wysłać wiadomości.
Imię:
E-mail
Tytuł:
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod:* Code
Powiadom mnie o komenatrzach

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisów
Wszystkie komentarze są wyłączną własnością ich autorów


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
NO FILE
PageRank tego serwisu
Polskie randki w UK.Randki dla Polaków w Anglii.Fotki.Flirt.Czat.Filmikipolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na prawko po polskupolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na angielskie prawko po polsku