Dzisiejszymi bohaterami naszego cyklu 'Angielska przygoda" są Dona i Marcin. Tak samo jak tysiące innych rodaków na pewnym etapie swojego życia zdecydowali się na wyjazd za granicę. Po co? To nie jest aż
tak istotne. Gdzie? Tak, do Anglii. Ich decyzja zapadła kilka lat temu....
kilka prac temu, kilka powrotów do Polski i ponownych wyjazdów do UK temu......
W sumie to dość długi czas. A tak na prawdę kilka lat.
Jak dla większości z
Nas, ich początek 'nowego życia' nie był ani łatwy ani prosty. Po pewnym czasie
bohaterowie tej historii postanowili napisać rodzaj autobiografii. Jej
szczególną formę - Blog. Zdecydowali się pokazać światu i zaczęli prowadzić
swój internetowy pamiętnik. Zapiski, zdjęcia, przemyślenia... systematycznie układają
się w ich historię, którą chcemy Wam przedstawić. Została zachowana oryginalna pisownia autora. Zapraszamy do lektury:
"DECEMBER 05
Nasza historia do tej pory w wielkim skrócie:
Poznaliśmy się na studiach w Siedlcach w 1992 roku na jakiejś akademickiej
imprezie i pobraliśmy się po mniej więcej roku. Przez kilka miesięcy po
ukończeniu studiów byłem nauczycielem informatyki a potem przeniosłem się do
pracy do Urzędu Kontroli Skarbowej. Dona po studiach zaczęła również pracę w
szkole ucząc matematyki i informatyki. Kupiliśmy mieszkanie no i w 1998 roku wymyśliłem
że pojedziemy do Wielkiej Brytanii.
Nigdy nie miałem zamiaru jechać “na zarobek”, oboje zarabialiśmy nieźle i było
nas stać na drobne przyjemności bez wyjeżdżania za granicę. Założenie było
takie, Polska niedługo ma wejść do Unii więc pojedziemy trochę wcześniej i
ustawimy się tam. Mieszkanie w Białej Podlaskiej zostało na wypadek gdyby nam się
noga powinęła i trzeba by było wracać. Przed wyjazdem sprzedaliśmy samochód, zebraliśmy
wszystkie oszczędności no i w lutym 1999 roku wysiadłem z autokaru na Victoria
Green Line. Zatrzymałem się u znajomego ojca, w Croydon w południowym Londynie.
Mieszkałem u niego przez 2 miesiące. Natychmiast po wylądowaniu w Anglii
pomaszerowałem szukać szkoły językowej i wydałem połowę forsy na 3 miesięczny
kurs angielskiego.
W szkole poznałem parę polaków - Anie i Marcina, powiedziałem im o mojej
sytuacji i za ich radą po 2 tygodniach z papierami ze szkoły pojechałem na dwa
dni do Polski. Wjechałem ponownie do UK w marcu 1999 roku ale tym razem juz
jako student. Miałem w tym okresie dwie prace, wstawałem o 5 rano i biegłem do
małego hotelu robić tam śniadania, kończyłem o 9 i jechałem do szkoły językowej
na 10. Po 3 godzinach w szkole szedłem do domu przespać się i znów do pracy, w
McDonald zmywałem gary w kuchni od 5 po południu do północy. Dzięki tej pracy
zacząłem trochę wreszcie zarabiać a nie tylko przejadać nasze oszczędności.
Ania i Marcin mieszkali u hindusa w domu gdzie był wolny pokój. Dogadali się za
mnie z hindusem no i wynająłem ten pokoik. Po 2 miesiącach w studio-flacie
(kawalerka - jeden pokój kuchnia i łazienka) bez ogrzewania i ciepłej wody,
przeprowadziłem się do hindusa. Był to bardzo wesoły dom, mieszkali tam wtedy
Marcin I Ania, Szymon, jakiś arab który nikt chyba nie wie jak się nazywał, no
i Kris z dziewczyną. Dzieliliśmy sie jedną łazienką, kuchnią i kibelkiem.
W czerwcu Dona przyjechała do Londynu. Załatwiliśmy jej pracę w tej samej
kuchni w McDonald i poszła ze mną do szkoły językowej. Wykupiłem kolejne 3
miesiące kursu angielskiego, w międzyczasie odszedłem z hotelu bo już nie
dawałem rady tak pracować i spać 2 razy dziennie.
Szkoła językowa była bardzo sympatyczna, zbieranina z całego świata, Polacy, Turcy,
Czesi, Hiszpanie, Chińczycy, Niemcy, każdy gadał w innym języku, a na przerwach
mówiliśmy “hello, how are you mate?” i odpowiadali “I am all right” bo na tym się
nasza znajomość angielskiego kończyła :). Po paru miesiącach nauki i pracy z Anglikami
zaczęliśmy dogadywać się po angielsku i na jesieni pomyśleliśmy o zmianie pracy
na lepszą. W międzyczasie dołączył do nas mój brat, uczył się angielskiego w Polsce
przez kilka lat więc po przyjeździe znalazł pracę jako kelner w Pizza Hut.
Wkręcił nas tam chyba około września 1999 roku i zaczęliśmy wreszcie trochę
lepiej zarabiać - jako kelnerzy. W okresie świąt były “żniwa” dla kelnerów bo
ruch w restauracji był niesamowity no i ludzie rzucali tipy całkiem nieźle.
Popracowałem tam około roku a potem przeniosłem się do innej restauracji
również Pizza Hut ale w sąsiedniej dzielnicy w Bromley.
Po dwóch i pół roku spędzonych w Londynie byliśmy sfrustrowani, że Polska
jeszcze nie jest w Unii, że ciągle pracujemy w restauracji, że siedzimy
nielegalnie no i stwierdziliśmy że poddajemy się i wracamy do Polski. We wrześniu
2001 roku wróciliśmy do naszego domu do Białej Podlaskiej. Najpierw sprawdziłem
konto bankowe, okazało się że bank nas okradł no wiec zamknąłem konto i
powiedziałem że nie chcę mieć z darmozjadami więcej do czynienia. Po wizytach w
kilku bankach, w spółdzielni mieszkaniowej i jakichś tam jeszcze urzędach,
szybko okazało się że w tej wytęsknionej Polsce nie jest tak dobrze. Mniej więcej
po miesiącu podjęliśmy decyzję że poobijamy się przez parę miesięcy i po
świętach wracamy do Wielkiej Brytanii.
Tak wiec w styczniu 2002 znów wysiedliśmy z autokaru na Victoria Green Line w
Londynie. Odebrał nas brat i rodzice, bo już cała rodzina zjechała do UK. Mając
trochę doświadczenia i znając w miarę dobrze język szybko znalazłem pracę.
Zamieniłem restaurację na magazyn, bo płaca była w miarę dobra no i nikt nie
pytał o pozwolenie na pracę. Nie miałem tam źle, przez 2 tygodnie pracowałem
jako picker, potem zostałem confirmation clerk i siedziałem sobie całymi dniami
na krzesełku stukając w klawiaturę. Pracowałem tam 2 lata, w międzyczasie
awansowałem na warehouse supervisor, dostalem 2 podwyżki i zarabiałem całkiem nieźle. Przez ten czas Dona pracowała w Pizza Express jako supervisor, w kwietniu czy w
maju 2003 roku restauracja zaczęła naciskać ją żeby przyniosła paszport i
dokument z Home Office potwierdzający prawo do pracy. Oboje nie mieliśmy wiz
więc zdecydowaliśmy że Dona odejdzie z pracy i przeżyjemy rok na jednej pensji,
do czasu aż Polska wejdzie do Unii.
Po naszym powrocie do Wielkiej Brytanii mój brat zamieszkał z nami.
Wynajmowaliśmy wspólnie one bedroom flat (2 pokojowe mieszkanie), my we dwoje
jeden pokój, brat drugi. Po roku poznał dziewczynę z Chin która uczyła się w
Londynie angielskiego. Jego, podobnie jak Done, zaczęto naciskać w pracy by
przyniósł papiery potwierdzające prawo do pracy w UK. Brat zaryzykował wyjazd i
próbował wjechać do Anglii jeszcze raz jako student. Niestety (choć teraz mówi
że to najlepsze co mu się przytrafiło :) nie udało się, zatrzymali Tomasza na
granicy i stuknęli mu pieczątkę w paszporcie. Nie wjechał już niestety do Anglii,
choć próbował potem jeszcze dwa razy. Jego dziewczyna Xin chciała pojechać do
niego do polski ale nie dostała polskiej wizy (?!). Dla nich sytuacja wyglądała
prawie beznadziejnie, no ale brat dostał wizę do Chin i tam się spotkali.
Wyjechali potem razem do Australii gdzie się pobrali i żyją tam teraz, już tam
chyba zostaną na stałe. Brat studiuje informatykę i uczy w college, Xin ciągle
studiuje ekonomię.
W maju 2004 roku Polska weszła do Unii no i mogliśmy wreszcie odetchnąć. Dona
niestety nie znalazła pracy w biurze i wróciła do restauracji. Ja miałem dość
pracy do 9-10 wieczorem i zacząłem szukać pracy w biurze, zdecydowałem się
przenieść do biura za wszelką cenę. W tym czasie podjęliśmy decyzję o zakupie
mieszkania. Poskładaliśmy do kupy wszystkie oszczędności no i z niemałym trudem
dostaliśmy pożyczkę. W październiku 2004 roku kupiliśmy one bedroom flat (2
pokojowe mieszkanie) w domu przerobionym na 2 mieszkania. Zacząłem prace w administracji/księgowości w TNT UK Ltd, Dona została managerem
w Pizza Express. Po kilku miesiącach przeniosłem się do księgowości w małej
firmie pod Londynem. Studiuję teraz księgowość a Dona również szuka pracy w tej
branży....... "
* * * *
Tak kończy się pierwsza część historii Marcina i Dody. Pierwsza - bo nie ostatnia. Tak jak wspomnieliśmy na początku, prowadzą oni swój internetowy blog. Następne odcinki pamiętnika możecie poznać z ich strony: http://egiert.com
|