|
Maze pochodzi z Bangladeszu. Przyjechał tu przed wieloma laty, obecnie
ma status rezydenta i dobrą pracę. Jest jednak także pośrednikiem w
załatwianiu formalności umożliwiających jego rodakom wjazd na teren UE.
Takich jak on jest wielu. Kontakt z zainteresowanymi najszybciej można
uzyskać odpowiadając na jedno z kilku ogłoszeń stale ukazujących się w
polskojęzycznych mediach w Anglii lub na najpopularniejszych chatach:
www.ukchatterbox.co.uk oraz www.ukchat.com. Tam właśnie, po uprzednim
zalogowaniu - znaleźliśmy go. Większość z osób tam się udzielających
interesuje głównie cel erotyczny. Napisałem, że „jestem zainteresowany
zawarciem umowy małżeńskiej w zamian za...”. Na odpowiedź nie musiałem
długo czekać. - Dobrze trafiłeś. Poszukuję głównie mężczyzn, którzy
zgodzą się za opłatą wejść w związek małżeński z dziewczyną z
Bangladeszu - odpisał mi Maze. Zapewniłem, że jestem jak najbardziej
zainteresowany. - Wygląda to następująco - poinformował na wstępie.
Jeśli godzisz się na moje warunki, to samo zawarcie małżeństwa musi
nastąpić tam. - W Bangladeszu? - pytam. Tak. To ze względu na
angielskie prawo. Tak jest po prostu bezpieczniej. - Ile za to dostanę?
3 tysiące funtów. - No nie wiem... - udaję niezdecydowanego. - Ok., jak
dla ciebie 3,5. Tylko jeden warunek. Musisz zgodzić się na to, żeby
przez pewien czas być i mieszkać z nią razem. - A jeśli nie? Wiesz, mam
swoje życie... - Jeśli nie, to nie ma o czym mówić. Home Office
sprawdza takie rzeczy. Zastanów się, numer mój masz - kończy.
„Lewe” studia
Fikcyjne małżeństwo w tym przypadku, jak i w tysiącach innych jest
zawierane pomiędzy osobą jednego z państw Unii Europejskiej i osobą
spoza niej. Coraz częściej z tego typu „umów” korzystają np. studenci
przyjeżdżający tu spoza Europy. Ostatnie dane statystycznie mówią o
przeszło 400 tysiącach cudzoziemców przybywających co roku do Wielkiej
Brytanii, deklarujących jako cel naukę języka. Rashid przyjechał do
Londynu z Pakistanu półtora roku temu. Z początku przedłużał wizę
studencką, co pół roku. W końcu stanął przed dylematem, co bardziej się
opłaca: być niepewnym przedłużania wizy w dalszym ciągu, wziąć fikcyjny
ślub z Europejką czy wyrobić „lewe” dokumenty. Te można nabyć np. u
oferujących je Algierczyków. Bazują oni na dokumentach włoskich i
francuskich, wykonywanych oczywiście nielegalnie.
Cennik umów
Przed otwarciem UE cena zawarcia umowy wynosiła mniej więcej £5000.
Teraz natomiast koszt ten oscyluje w granicach trzech-czterech tysięcy.
Rashid wybrał małżeństwo. Na jego ogłoszenie odpowiedziało kilka
młodych najczęściej kobiet, głównie z Polski. Umowę, w połowie
ubiegłego roku zawarł z Edytą, która przyjechała jak wielu Polaków
tutaj do pracy, której na ów czas jeszcze nie znalazła. - Załatwienie
formalności trwało kilka tygodni. Samo zawarcie (cywilnego oczywiście)
małżeństwa nastąpiło w Polsce. Potem „on” oczekiwał już na wizę
angielską, a ja poleciałam do Anglii - opowiada Polka. Przy czym musiał
„on” udokumentować fakt wynajmu przez „żonę” mieszkania w Anglii,
posiadania stałej pracy oraz jeszcze kilku innych niezbędnych faktów.
Edyta dodaje także, iż najlepszą metodą na ewentualnie dokonywane
kontrole ze strony Home Office jest trzymanie w swoim mieszkaniu
męskich ubrań i akcesoriów sugerujących wspólne zamieszkanie. Czy nie
obawia się natomiast następstw swego kroku? - Nie zamierzam jeszcze
wchodzić w „prawdziwy” związek. Na to mam czasu - mówi. - Co natomiast
w wypadku wykrycia fałszerstwa? - To się nie zdarzy. Mam zapewnienie,
od jego (Rashida), że wszystko będzie w porządku. Poza tym jedna z
moich znajomych też to zrobiła i jakoś nikt nie wpadł na to - próbuje
przekonywać, choć nie do końca wiem czy mnie, czy raczej siebie.
Młode Polki
Umowy zawierane są na okres 2-3 lat. W zależności od tego zazwyczaj,
jak długo będzie trwała procedura uzyskania statusu rezydenta w
Wielkiej Brytanii. Niebezpieczeństwem jest, iż są one podpisywane
jedynie nieformalnie, przy świadkach. To stwarza możliwość np.
późniejszych roszczeń podziału majątku, jeśli jedna ze stron postanowi
„przy okazji” wykorzystać materialnie drugą. Normą ostatnio stało się
już także to, że otrzymywana kwota jest dzielona na połowę. Na początku
otrzymuje się tzw. zaliczkę, a np. Po roku drugą część. To jednak tylko
jedna strona procederu, który można by nazwać „świadomym”. Coraz
częściej, bowiem ofiarami wykorzystywania instytucji małżeństwa do
własnych celów są nieświadome tego młode Polki. - Rica (właściwie
Ricardo) poznałam przed około dwoma laty na dyskotece. Był przystojny,
miły, zaimponował mi. Po pewnym czasie oświadczył mi się i wzięliśmy
ślub, w Brazylii, skąd pochodził - wspomina Agata, ofiara procederu.
Przez pewien czas było w miarę normalnie. Tak przynajmniej jej się
wydawało. Po około roku czar prysł. On otrzymał pierwsze dokumenty,
potrzebne do zalegalizowania swego pobytu, po czym... po prostu
odszedł. - To, że mnie wykorzystał zawdzięczam tylko sobie. Mam
nadzieję, że może ta historia otworzy oczy innym dziewczynom przed
popełnieniem podobnej głupoty - stwierdza. Dziś oficjalnie wciąż
pozostaje w związku z obrotnym Brazylijczykiem, choć podjęła już kroki
rozwodowe. Problem w tym, że nie zna nawet miejsca pobytu swego „męża”.
Proceder kręci się w najlepsze. Pomimo starań służb brytyjskich, jest
trudny do wykrycia. Będzie jednak kwitł dopóty, dopóki będą
przyjeżdżały osoby chcące zarobić na życie, nawet kosztem własnego,
osobistego...
za: polishexpress.co.uk
Zacytuj ten artykuł na Twojej stronie | E-mail
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisów Wszystkie komentarze są wyłączną własnością ich autorów
|