|
Autor: Redakcja
|
|
poniedziałek, 25 wrzesień 2006 |
Europejska lista płac
Potrzebujemy
utalentowanych, wykształconych, pracowitych osób z Polski" - ogłosił
ostatnio Tom McCabe, szkocki minister finansów. W sierpniu rząd
Irlandii oplakatował polskie miasta billboardami z hasłem "Rozwiń swoją
karierę zawodową. Irlandzkie firmy rekrutują cieśli, inżynierów,
elektryków". Pracowników z Polski poszukują także Finowie i Szwedzi. W
Unii Europejskiej może już pracować nawet 2 mln Polaków.
Podczas gdy
Polacy masowo wyjeżdżają za granicę, rodzimym przedsiębiorcom zaczyna
brakować rąk do pracy, pustoszeją polskie budowy, szpitale, nie ma kto
obsługiwać klientów w hipermarketach. "Chcesz wyjechać? Już nie musisz"
oraz "Uwaga! Roboty dobrze płatne!" - tak poszukiwała pracowników na
ulicach największych miast firma budowlana Budimex. Sieć supermarketów
Carrefour rozwiesiła w Warszawie billboardy z hasłem "Gratulacje!
Znalazłeś pracę! Zadzwoń"
We wrześniu w Wielkiej Brytanii i Irlandii ruszyła wielka
akcja mająca zachęcić Polaków do osiedlenia się we Wrocławiu, gdzie w
najbliższych latach powstanie 100 tys. nowych miejsc pracy. W każdym
centrum handlowym w Polsce wywieszone są informacje o naborze ludzi do
pracy; przede wszystkim sprzedawców i pracowników restauracji. O tym,
jak zacięta jest "wojna o głowy", która rozpoczęła się w Polsce,
świadczy fakt, że dyrektorka przygranicznego szpitala w Bogatyni, aby
zatrzymać lekarzy, musiała podwyższyć im zarobki do 10 tys. zł brutto
miesięcznie. A to dopiero początek walki o pracowników. W ciągu
najbliższych 25 lat liczba osób zdolnych do pracy w UE zmniejszy się o
ponad 20 mln, do 280 mln osób. - Fakt, że w Polsce mieliśmy o jeden wyż
demograficzny więcej niż na zachodzie kontynentu, sprawił, że staliśmy
się źródłem siły roboczej dla starzejącej się Europy, ale już niedługo
fachowców zabraknie także w Polsce - ostrzega Andrzej Sadowski,
wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. Problem podobny do tego, z
którym się boryka UE, będą miały także Rosja, Japonia i Korea
Południowa. - Dla tych państw najbardziej poszukiwanym "dobrem
naturalnym" stanie się ludzka praca - przewiduje Sadowski. Biały,
wykwalifikowany, dość tani pracownik z podobnego kręgu kulturowego to
obecnie najbardziej poszukiwany "towar" w UE.
Ostatni gasi światło
Czym
się różni IV RP od PRL? Otóż PRL miała prawowity rząd w Londynie, a
naród - w kraju. IV RP - odwrotnie. Ta anegdota w przerysowany sposób
pokazuje to, co zaszło w Polsce w ostatnich miesiącach. Po
przystąpieniu Polski do UE do Szkocji legalnie wyjechało 20 tys.
Polaków, do Irlandii - 120 tys. (nieoficjalnie - dwa razy tyle).
Najwięcej na polskich pracownikach zyskały Wielka Brytania i Irlandia,
które otworzyły swoje rynki pracy 1 maja 2004 r. Później dołączyły do
nich Hiszpania, Portugalia, Finlandia i Grecja.
Bez imigrantów rozwój gospodarczy w tych krajach zostałby zahamowany.
Już obecnie siłą napędową "starej Europy" są przybysze z nowych państw
unii. To dzięki nim w 2005 r. PKB Irlandii był wyższy o 2,5 proc. Gdyby
nie imigranci, wiele brytyjskich firm mogłoby nawet zbankrutować -
wynika z opublikowanego w 2006 r. raportu brytyjskiego Home Office
(Ministerstwo Spraw Wewnętrznych), analizującego sytuację na tamtejszym
rynku pracy. "Polacy zrewolucjonizowali rynek pracy, przyjmując oferty,
które odrzucała większość z 1,68 miliona bezrobotnych Brytyjczyków. Nie
poradzilibyśmy sobie bez nich" - powiedział sir Digby Jones, były
prezes brytyjskiej organizacji pracodawców. Według wspomnianego raportu
Home Office, "niektórzy pracodawcy obawiają się wręcz, że kiedy
polepszy się sytuacja ekonomiczna w nowych krajach unijnych, ucierpi na
tym Wielka Brytania, tracąc tanią siłę roboczą". Zdaniem
przedstawicieli brytyjskiego rządu, Europejczycy ze wschodniej i
środkowej części kontynentu, a zwłaszcza Polacy, są siłą napędową
brytyjskiej gospodarki. Przyczynili się do utrzymania konkurencyjnych
płac i inflacji na nie zmienionym poziomie (2,5 proc.). Najbardziej
skorzystał na tym Londyn. Miasto to rozwija się gospodarczo w tempie 2
proc. rocznie, wpłacając do budżetu państwa 20 mld funtów. To właśnie
tam polscy robotnicy zostali okrzyknięci "bohaterami klasy średniej",
bo świadczą usługi tanio, solidnie i punktualnie.
Wymarzeni imigranci
Zdaniem szkockiego ministra finansów Toma McCabe'a, to
imigranci przyczyniają się do zahamowania dramatycznego procesu
wyludniania wielu regionów w Szkocji, takich jak Highlands (zaledwie
przed dwoma laty szacowano, że liczba ludności będzie się tam
zmniejszać o 800 osób rocznie), oraz wspomagają rozwój gospodarczy
kraju. Aby jednak zachować 5-procentowe tempo wzrostu, kraj ten co roku
musi przyjmować 30-40 tys. imigrantów (obecnie przyjmuje około 10
tys.). Rocznie szkoły opuszcza 45 tys. absolwentów, a nowych miejsc
pracy przybywa dwukrotnie więcej. Tylko w tym roku szkockie firmy
budowlane chcą zatrudnić 156 tys. nowych pracowników.
Podobnie jest w Irlandii, gdzie dzięki napływowi imigrantów
(ponad 50 proc. to Polacy) liczba mieszkańców jest obecnie najwyższa od
150 lat. W ciągu najbliższych czterech lat znajdzie tam zatrudnienie
kolejnych 50 tys. pracowników z Polski. - Nie stanowimy zagrożenia dla
kultury kraju przyjmującego, szybko się asymilujemy - zwraca uwagę
prof. Andrzej Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i
Zarządzania w Warszawie. Polacy nie wyjeżdżają na Zachód po to, by
wykonywać tylko proste prace. Maciej Sarnowski, ekonomista z Warszawy,
wraz z żoną Agatą, architektem, wyjechali do Belfastu pół roku temu i
oboje bez problemu znaleźli zatrudnienie w swoich zawodach. Jego żona w
firmie, w której jedna trzecia z 30 architektów to Polacy.
Do Belfastu wyjechał także wraz z narzeczoną Marcin Skromny z Opola. -
Zaczynaliśmy od ciężkich prac fizycznych. Szybko udało nam się znaleźć
posady na miarę naszego wykształcenia. Obecnie pracujemy w biurze
Outbound Technical Sales Agent. Po dwóch latach pracy w Irlandii stać
nas na kupienie niezłego samochodu, a nawet mieszkania w Polsce. Poza
tym mamy pewność, że w razie utraty pracy szybko znajdziemy nową - mówi
Skromny. Pierwsza pensja osób z wyższym wykształceniem wynosi na
Wyspach Brytyjskich w przeliczeniu od 6 tys. zł do 20 tys. zł
miesięcznie.
Jan Piński
Małgorzata Zdziechowska
|
|