two4date.co.uk
Bombay. Czyli (nie)cała prawda o pracy w Anglii PDF Drukuj E-mail
Autor: Redakcja   
Saturday, 27 May 2006
Spis treści
Bombay. Czyli (nie)cała prawda o pracy w Anglii
Strona 2
Obsesję letnią zaliczyłem bezdylematowo, wobec czego powyższego korytarz powietrzny został otwarty i jak w reklamie płynu do płukania tkanin miałem zielone światło na rejs ku płynącemu herbatą Eldorado. Bo wszyscy znamy historie o ludziach, którzy wyjechali do Anglii, Irlandii, czy Nibylandii. Postanowiłem być jednym z takich tych i celem pisania reportażu dla gazety, którą to subtelnie teraz miętosisz w prawicy, tudzież lewicy (co bardziej poprawne politycznie) wyruszyłem na podbój UK.

Na skalp Elżbiety - let’s rock!
Świat zmalał w oczach, gdy skrzydłolot w(z)bijał się w przestworza. Lotki na skrzydłach szczytowały rytmicznie (nigdy nie podejrzałem, że maszyny mogą szczytować), a pasy lotniska układały się w porozrzucane podpaski (airlines – always). Mijając pędzące w przeciwną stronę ptasie kupki zostawiałem za sobą Gosię, o której miałem myśleć w czystości przez następne tygodnie. Udało mi się (40 dni i 40 nocy).
Jeśli dziś piątek, to jesteśmy w Anglii, że tak, prawda, żartobliwą parafrazą filmową zarzucę, co by było śmiesznie (taki żart sceniczny). Pomijam moje prywatne odczucia odnośnie idiotów jeżdżących lewą stroną, choć do wyspiarskich przywar przywrę jeszcze. Ale to później. Polacy. Coś w nas jest takiego, że swój pozna – tu rym – swego. Jeśli o 5 rano zobaczycie w autobusie białego człowieka – jest to Polak, wyzyskiwany od brzasku. Tylko my nosimy plecaki na dwóch ramionach do dżinsów i bluz z kapturem. Chcemy być trendy, ale z gęb bije nam orzeł w koronie i praca na myjni. Jesteśmy prawie, prawie tacy sami, jak angielskie ziomy. Ale prawie robi wielką różnicę, bo ziom ziomowi nie do końca równy. Zawsze jesteśmy Polaczkami. - You told me a lot of things about this… Poland, yes. Well.. Tell me. What is it?! Usilnie chciałem zapanować nad angielskim akcentem. Nie, żeby mądralić się. Absolutnie renesansowo z czystej ciekawości. Czy zostałem rozpoznany? Scenka z hinduskiego baru, jakich pełno tam z resztą. Ja:
- Ołkaej, mait… – gwoli wyjaśnienia.  Mate (czyt. meit), to dla nich coś, jak nasze człowieku, kumplu, kolesiu, bracie etc. Po prostu każdy – czy chce tego czy nie – zostaje brutalnie przechrzczony na czyjegoś 'maita'. Kucharz spojrzał na mnie badawczo. Ja, zafrapowany tablicą z przysmakami, jechałem dalej: - Giw mej a…

- Poland? – tu mi zabił klina.
Kolejny slajd na rzutniku, by pokazać siłę rażenia wysypu Polaków na Wyspach. Któregoś kolejnego popołudnia, gdy Ijes – który pochodzi z Palestyny, ma brodę i ściemnia, ale o nim później – ponownie zgarnął za robotę 105 funtów, a ja 35, co by było sprawiedliwie… no więc tego popołudnia wybraliśmy się do jakiejś bliżej mi nie znanej arabskiej kawiarni w Sheperd’s Bush, co by zakopcić arabskie szisza.
- Ju noł, Marsjel? Aj noł de gerl, sziz łarkin hir yn szi-zz fram paland, ju łont tu mit her? – ściemniał Ijes. Kawiarenka wprasowana była w boczno-uliczny budynek, z którego wystawała w aseksualnej pozie klamka. Pozwalało mi to domniemywać, że jako, iż klamek bez powodu się nie instaluje, to naciśnięcie tejże uchyli jakieś tajemne przejście prowadzące wprost do komnat Sindbada, Alladyna, czy innego 'maita'. Mówiąc prościej – żadnego neonu ani tabliczki, po prostu… drzwiczki, jak do bryczki. Ijes zawołał ową gerl fram paland: - Ju noł? Maj frent iz lukin for łajf, ju lajk ym? – warto dodać, że Arabowie ciągle szukają żon, trąbiąc na ulicy i krzycząc w niebogłosy Szuja allem, habibe!! Wróćmy jednak do owej damy. Się odwraca i… W tym momencie zwolnione tempo, plan półpełny. Teraz ujęcie posadzki, o którą z wrażenia roztrzaskują się zęby… Jak na japońskiej kreskówce o piłkarzach, gdzie Tsubasa przez pół odcinka składa się do strzału. Była to Ala, mieszkająca 3 bloki ode mnie w zapadłej dziurze, Kwidzynem zwanej. Mocne, co? Oczywiście śmiechy i chichy, co ty tu, a dlaczego, bo ja to, ale nie, mów, a no bo ja, a ja za to… Jak na lato, nie lubię jej.

To teraz o samych Anglikach
Moglibyśmy się od nich uczyć kultury w ruchu ulicznym. Każdy z daleka zwalnia, ustępuje wszystkim. Stąd wszyscy tak sprawnie przeciskają się tymi specyficznymi, wąskimi uliczkami. Jedzenie – okropne. Wszystko sztuczne i pakowane. Chleb, jak papier – tylko tostowy. Po 24 godzinach pojawiają się na nim zieloni koledzy. Fasolka – słodka, jak chałwa. Reklamowane na wszystkich taksówkach kiełbaski – jak przeceniona mielonka z dyskountu, który podobno dobrze, że jest tak blisko. Żeby dobrze zjeść trzeba wydać naprawdę sporo pieniędzy. Przez miesiąc marzył mi się schab z kapustą… Do sklepu możesz przyjść i zwrócić to, co kupiłeś. Pytają, czy chcesz pieniądze, czy nowy model. Przepraszają cię przy tym i – podkreślmy - uśmiechają się. U nas zaraz jeden fachman z drugim zaczęliby za pomocą młotka dłubać w towarze i kręcić nosem, że jak nie działa, jak działa, tylko trzeba tu i tam klejem przejechać, panie kochany.

Let’s bomb…
7 lipca zmienił Londyn na dobre. Słyszałem opinie, że Anglicy wszystko nadmuchali, robiąc z siebie ofiary wielkiej tragedii. Jak było naprawdę – przekonałem się na własnej skórze, kiedy kilka dni po zamachu kupiłem plecak i usiłowałem z nim wsiąść do metra. Czterech Bobbi’ch (Bobbi funkcjonuje tak, jak Majk – tu odnosi się to jednak tylko do policaj) zagrodziło mi drogę. Przeszukali. W każdym autobusie jeździł policjant. Codziennie w radiu mówili o kolejnych alarmach bombowych. Dwa nakręciłem aparatem. 7 lipca zapamiętany zostanie na długo – tym bardziej, że tragedia wydarzyła się w zaledwie parę dni po cudownym, charytatywnym koncercie Live 8, na którym m.in. w starym składzie zagrało Pink Floyd. Rano podano w radiu informację o wybuchu w metrze. Miała to być awaria instalacji elektrycznej. W południe wracaliśmy z Tomkiem z Job Center, kiedy autobus stanął nagle w miejscu. Usłyszeliśmy ciężkie kroki na schodach. Wbiegło kilku uzbrojonych po zęby policjantów w takich śmiesznych hełmach i zapytali, czyja jest ta niebieska torba na dole. Nikt się nie odezwał. 20 sekund później wszyscy byliśmy na zewnątrz. Wyobraźcie sobie panikę ludzi. Ulice zamarły, a chodnikami mróweczki biegały w kółko, by odnaleźć swoich bliskich. W niebieskiej torbie znaleziono jajka i czerstwy chleb. Mieliśmy szczęście. Telefony nie działały, nad miastem krążyły helikoptery, samochody stały w miejscu, a od huku syren policyjnych wszyscy dostawali migreny. Nie mogliśmy się skontaktować z moją siostrą, która pracowała w centrum – tam, gdzie paru Pakistańczyków postanowiło pograć w znanego fanom nintendo bombermana.
Aga była cała i zdrowa. Pięćdziesiąt innych osób miało jednak tamtego dnia mniej szczęścia.
Arabowie? Stracili w oczach wszystkich – każdy się od tamtej chwili bał wsiadać z nimi do jednego autobusu. Ja zaś miałem to szczęście, że pracowałem na co dzień z tuzinem. Nie byli jednak groźni – chyba, że liczyć pustostany w okolicach czaszki. Hasim, facet o trzech brzuchach i głowie jak sitko do makaronu objaśnił mi, cóż znaczy ‘cziki-cziki’.
- Ju noł, Marsjel. Aj łos ływ de gerl at de moment. Aj fakt her. Łodabałt ju? Hał macz… hał meny tajm, ju noł… cziki-cziki? – zagaił, drapiąc się po tłustych łapskach. Różni są ludzie, jedni zbierają rybki, a drudzy hodują znaczki, jak to zwykła mawiać moja siostra. Oczywiście nigdy się z tego nie śmiałem – tak, jak ty teraz. Wróćmy jednak do grubasa. Żeby ominąć niezręczną sytuację zacząłem mu opowiadać historię, jak to dzień wcześniej spotkałem dziewczynę z Polski, i okazało się, że to moja koleżanka ze szkoły, że Londyn jest taki wielki, że to niesamowity przypadek, że to zabawne i w ogóle niesamowite, że z jednego miasta w…
- Did ju fak her? – czar prysł. Co ciekawe, Hasim przestał się drapać i oczami wciśniętymi w to głowowe sitko do makaronu przypatrywał się mnie, śliniąc się w oczekiwaniu na odpowiedź. Z kącika ust rozwartych biła już piana podniecenia na myśl o młodej, białej owieczce z egzotycznego poland.


 
« poprzedni artykuł
NO FILE
Powered by  MyPagerank.Net
Polskie randki w UK.Randki dla Polaków w Anglii.Fotki.Flirt.Czat.Filmikipolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na prawko po polskupolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na angielskie prawko po polsku