two4date.co.uk
Bombay. Czyli (nie)cała prawda o pracy w Anglii PDF Drukuj E-mail
Autor: Redakcja   
Saturday, 27 May 2006
Spis treści
Bombay. Czyli (nie)cała prawda o pracy w Anglii
Strona 2

Pozostał jeszcze Ijes
- Aj noł meny pipel in dys kantry, Marsjel. Dżjast kol mi en aj łyl help ju łyf ewrytyn – inszuręs, hałs, kar! – aaa! To brzmiało, jak zapewnienia rządu. Niestety – kiedy przyszło co do czego, sam musiałem go (Ijesa, nie rząd) odnaleźć w Chelsea, by odzyskać moje uczciwie zarobione funty.
Pierwszym Arabem (Arabiańczykiem powiedzmy), jakiego poznałem, był Razel (nie mylić z Danzel, choć żel miał podobną konsystencję) – i tu wypada rozpocząć opowieść o szukaniu pracy, dziatki moje. Nie, niestety robota nie znajduje cię sama. Jeśli znajomi/rodzina nie załatwili uprzednio ciepłej posadki w wodociągach, to kroki swe niezwłocznie kieruje się na Hammersmith. Można oczywiście próbować szczęścia gdzie indziej. Osobiście zgłosiłem się na testowanie leków alergicznych. Apsik. Wróćmy jednak na Hammer. Kilkaset metrów od metra (co za za-barwna gra słów) znajduje się sklep pewnego Hindusa, który to Hindus dnia któregoś wieszając kolejny portret krowy wpadł na samarytański pomysł. W swoim sklepie ustawił dwie tablice, na których od tamtej pory wieszano się. Wieszano się o pracę, mieszkanie, oferty towarzyskie i religijne lub też ze zwieszoną miną odchodziło się od gabloty. To właśnie słynna ściana, czy też ściana płaczu, jak ludzie mawiają o tym przedziwnym miejscu. Od 7 rano tłok. W środku, na zewnątrz, podpierają ściany, szorują chodniki. Jednym słowem – kręcą się w te i tamte, lawirując między rzucanymi przez się ich petami. Starzy, młodzi, czyści, brudni. Głównie Polacy, ale także Ukraińcy, Rosjanie, Bułgarzy. Zaczyna się. Podjeżdża samochód. Parkuje po drugiej stronie ulicy. Wystawiony łokieć i dym papierosowy wylatujący przez okno sugeruje, że jegomość czeka (niekoniecznie na Godota), albo naoglądał się filmów gangsterskich. Ludzie podrywają się na równe nogi (bez skojarzeń). Każdy patrzy po sobie pytajnym wzrokiem „czy myślisz o tym samym co ja?”. I ruszyyyli, najpieeerw z leeewej… Co sprytniejsi bez skrupułów podbiegają do auta w mig.

Krótka wymiana zdań – how much per hour, where, what kind of job.
Nie zdążysz się odwrócić, kiedy słychać już trzask drzwi i… karoca odjeżdża. Ważnym elementem są naganiacze – i tu wracamy znów do poczciwych (czy może podściwych, jakby to pan Krasicki wypalił) Polaków. Są świeżaki, są tacy, co mieszkają tu lat parę i wyszli na prostą, są tacy, jak gość z mieszkania mojej siostry, który pomimo 6 lat spędzonych na Wyspach nadal umie 3 zdania na krzyż (pański z nim) – i to tylko, jeśli ich podmiotem jest pizza (rozwozi ją na skuterze). Naganiacze, o których mowa, siedzą tu już kilka lat. Dorobili się pozycji w jakiejś niewolniczej fabryce azbestu i może z zawiści, ale bardziej z zimnej kalkulacji zwyczajnie, czy może zwyczajowo robią ludzi w przysłowiowego… Stoją pod ścianą od rana. Wyglądają tak, jak wszyscy? Gra pozorów. Gadka szmatka – że mają cynk, że taki i taki potrzebuje trzech stolarzy, ale płatne dopiero po tygodniu, ale że się opłaca, on tak robił, że pełen serwis. Dupa. Podjeżdża samochód. Naradzają się. Kręcą nosami. Radził, nie radził, ten, czy tamten, że on się boi, że go oszukamy… myślę sobie: kto kogo. Trochę to przykre, że rodak rodaka w odległej wyspiarskiej galaktyce chce ograbić, ale takie czasy, koleżanki i koledzy. Osobiście Polaków i Jugosłowian omijałem z daleka. I tu wracamy do naszego Danzela-Razela. Był to pierwszy dzień, kiedy stałem na Hammer – przygotowany na wszystko. Chciałem oczywiście dostać pracę równie mocno, jak inni, ale czułem się potwornie. Po drugiej stronie elegancka kawiarnia, bogaci Angole siorbią kawkę przy stole (joł joł). Siedział taki w garniturze za 500 funtów i patrzył na mnie, jak na prostytutkę, która czai się na rogu ulicy. De facto poczułem się, jak owa cudzołożna, kiedy podszedł do mnie Razel. - Du ju łant tu go łyf mi? Ders maj kar. I pej ju fajf pałnt per ałer. Du ju hef tajm for mi, boj? – poszedłem za nim. Sztywniak z kawiarni odprowadził mnie wzrokiem i z wyraźną pogardą wzruszył ramionami. Gdy rozklekotana łajba płynęła przez kolejne ulice, ja starałem się spamiętać drogę. Pozwoliłoby mi to zorientować się, gdzie mnie wywieźli, gdybym jakimś cudem przeżył, nie wcielony do arabskiego haremu. Przepakowałem dwa kontenery podpałki do fajek wodnych, choć do ostatniej chwili sądziłem, że to czekolada (El-Basha).

Kali chcieć jeść i zarobić kupa pieniądza –
marzenia o szlifowaniu angielskiego w terenie prysły, jak bańka. Dwa dni później zabrał mnie Ijes. Kilku Polaków z nim rozmawiało, nie chcieli jechać.
- Bo my.. my mamy już tu nagraną sprawę.
Nagraną przez naganiacza. Szkoda mi was chłopaki – pomyślałem i podszedłem do Ijesa. Wyglądał jak rasowy terrorysta. Broda, ciemna karnacja, samochód z nieczytelną tablicą rejestracyjną. Brakowało papugi na ramieniu.
Pracowaliśmy razem prawie 4 tygodnie. Dużo ściemniał, opowiadał niestworzone historie i doprawdy ciężko było się połapać w jego toku rozumowania. Ale przy tym wydawał się naprawdę szczerym człowiekiem. Dużo rozmawialiśmy o Bogu, o Islamie, o różnicach naszych kultur. Opowiedział mi, jak w Palestynie zabito mu ojca i spalono jego dom. Nauczył mnie kafelkować, malować, szlifować, kłaść sufity, montować kasetony, zbijać szafy, a przede wszystkim tak wykonywać pracę, żeby tę jednodniową rozciągnąć na 5 dni. Nas klijent nas pann. Mam prawo mieć do niego pretensje o trzykrotnie mniejsze pieniądze za równą pracę. Ale zgodziłem się na to wsiadając do jego samochodu. Tak, jak godziły się na to setki ludzi marzące o uciułaniu kilku funciaków. Tylko gdzieś w środku, jak ten ząb od dawna ćmiący gryzło w duszy niewolnicze władanie ludźmi. Hasim, który rzucił we mnie paroma funtami, bym umył mu samochód. Honor trzeba było chować do kieszeni wracając z pracy sobotnim popołudniem. Śmierdziałem i lepiłem się ubrudzony cementem, a ludzie przesiadali się byle dalej ode mnie, jadąc na barbekju do przyjaciół. Piękni, pachnący i wystrojeni. Miałem swoją małą wojnę w środku, policzone wszystkie litry potu zostawionego na budowie przeklętej, arabskiej mleczarni. Jedni trafili lepiej, inni gorzej. Funt jest funt.

Marcel Woźniak

PS: Pozdrowienia dla Jacka z mleczarni w Park Royal, Kasi z McDonalda na Sheperd’s i dwóch miłych dziewczyn z budki z lodami na Picadilly Circus.To relacja widziana oczami nie tysięcy innych Polaków, a moimi, prywatnymi. Nie chciałem nikogo urazić, ani zrazić, maj friends fram paland. Bombowe wakacje skończyły się 3 sierpnia, kiedy w południe rozklekotany autokar jakimś cudem dotoczył się do Gdańska. Niecałą dobę później dziennikarskie wiatry rzuciły mnie na Przystanek Woodstock. Ale o tym w numerze następniejszym. Jalla, Habibe!

autor jest publicystą toruńskiego magazynu Nie lubię poniedzialku.






Zacytuj ten artykuł na Twojej stronie | E-mail

Komentarz (2)
1. Napisał(a) Gość na temat 19-08-2006 12:10 - Gość - IP: 62.253.194.211
 
 
Bombay. Czyli (nie)cała prawda o pracy w
Ma gość talent. Tak trzymaj.
 
2. Napisał(a) Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć na temat 17-06-2007 14:51 - Gość - IP: 81.155.93.151
 
 
brawo!
Po raz pierwszy przeczytalam szczery artykul o "poczatkach" w UK.Nie przeklamany,bez zbednej propagandy,nie majacy na celu zniechecic do przyjazdu, a jedynie opisac realia.Brawo!Ten obiektywny sposob pisania, polecam Panom z polskich portali.Autor tego na pewno byl w UK.
 

Dodaj swoją opinię !
  • Zanim klikniesz 'Wyślij', upewnij się że poprawnie wpisałeś kod antyspamowy.
  • W innym przypadku nie będziesz mógł wysłać wiadomości.
Imię:
E-mail
Tytuł:
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod:* Code
Powiadom mnie o komenatrzach

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisów
Wszystkie komentarze są wyłączną własnością ich autorów



 
« poprzedni artykuł
NO FILE
PageRank tego serwisu
Polskie randki w UK.Randki dla Polaków w Anglii.Fotki.Flirt.Czat.Filmikipolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na prawko po polskupolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na angielskie prawko po polsku