|
Rozmawiałem niedawno z koleżanką,
z którą studiuję na jednym roku. Często się nie spotykamy, bo to już ósmy
semestr nauki i tylko gdy przychodzi sesja egzaminacyjna widzimy się wszyscy
tak często jak dawniej.
Zapytana o przygotowania do
egzaminów, odrzekła: "Ja już prawie zaliczyłam sesję, za tydzień
wyjeżdżam".
Gdzie? - pytam.
"Do Anglii".
No tak, pomyślałem sobie, głupie
pytanie.
Przy okazji zapytałem ją o Martę,
bo prawie już zapomniałem jak wygląda, a przecież też razem się uczymy.
"Marta?" Jest za
granicą".
Za granicą? A gdzie? -
dopytywałem zaskoczony.
"W Londynie".
No tak, znowu, głupie pytanie...
"Pracuje w fabryce zabawek,
czy coś w tym stylu. Brat jej chłopaka załatwił jej tam posadkę. Marta mówiła -
ciągnęła dalej - że za osiemset złotych wynagrodzenia w Polsce tyrać nie
będzie, skoro w Wielkiej Brytanii ma kilka razy więcej kasy za tą samą pracę. A
jak zaszła do apteki po pigułki antykoncepcyjne, to nie mogła wyjść z podziwu
jakie są tam tanie. No i nie wstydziła się ich zakupić. W polskich drogeriach
nabywanie takich rzeczy odbywa się jeszcze w atmosferze zawstydzenia, a czasem
jest jeszcze tematem tabu. Poza tym..."
Mówiła jak natchniona o Marcie,
która jest w Londynie. Widać było, że myślami jest już na Wyspach. A ja, jednym
uchem słuchając jej wywodu, począłem rozmyślać nad emigracją Polaków do
Wielkiej Brytanii.
Fakt, przecież tam, w porównaniu
do innych europejskich krajów, jest naszym emigrantom najlepiej. Praca przyjezdnych
w Niemczech to podręcznikowy przykład wyzysku pracownika przez pracodawcę, we
Włoszech natomiast - po ostatnich medialnych doniesieniach stamtąd o
przymusowych obozach pracy - nigdy nie wiadomo, czy dożyjesz jutra, czy nie
zaginiesz bez wieści.
A w Anglii? Jak to mówią, spox,
czyli ok.
Wymieniana przez moją koleżankę
kwota 800 złotych jest już od dawna zmorą polskich studentów i nie tylko. Kwota
ta urosła juz do rangi symbolu - jeśli usłyszysz gdzieś niedaleko rzucone przez
kogoś hasło "800 złotych", to na pewno sprawa się
"rozchodzi" o wyjazd za granicę. Za tyle pieniędzy nie chce pracować
ani początkujący nauczyciel historii po studiach wyższych, ani dorywczy
budowlaniec Czy mają rację? Ponownie - Głupie pytanie...
Pożegnałem się z koleżanką,
której język rozwiązał się na dobre i postanowiłem, w ramach odświeżenia starej
znajomości, zadzwonić do kumpla, który również ze mną studiuje. Nie widziałem
go już kopę lat. Wybrałem numer i czekam. W słuchawce słyszę: "Wybrany
numer jest nieprawidłowy". Nie domyśliłem się od razu o co chodzi. Dopiero
gdy telefoniczny głos powtórzył tą samą komendę po angielsku, oświeciło mnie.
"We are unabled to complete the number dialled". No jasne! Wyjechał! I przypomniał mi się tylko
refren piosenki "Jolka Jolka" Budki Suflera: "Emigrowałem z
ramion twych nad ranem... "
No tak, wszyscy moi rówieśnicy
opuszczają Polskę jak szczury tonący statek. Pytam więc sam siebie: I ty też
chcesz stąd wyjechać? Głupie pytanie...
Tekst nadesłany przez czytelnika
Zacytuj ten artykuł na Twojej stronie | E-mail
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisów Wszystkie komentarze są wyłączną własnością ich autorów
|