two4date.co.uk
Brytyjczycy do roboty! PDF Drukuj E-mail
Autor: Redakcja   
środa, 16 maj 2007
Image W Wielkiej Brytanii jest wiele pracy... jeśli chce się pracować. Tak na prawdę jest ona na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko chcieć. Anglicy jednak zamiast kariery wolą zasiłek. "News of the World" udowodnił – wysyłając w teren grupę współpracowników obojga płci, których zadaniem było zbadanie jakie zatrudnienie mogą znaleźć jednego dnia...
Udało im się udowodnić że pracy jest BARDZO DUŻO.
Przekonaliśmy się też, że jest bardzo łatwo zarobić na skromne utrzymanie podejmując pierwsze oferowane zajęcie – przy przygotowywaniu kanapek.

To było w Southampton. Ale szukaliśmy też pracy w Londynie, Liverpoolu, Newcastle, Leeds, Glasgow, Brimingham i Manchesterze. Znaleźliśmy pracę w barach, restauracjach, sklepach, biurach, drukarniach i na budowach – bez żadnego problemu.

Szefowie gotowi zatrudnić naszych wysłanników mówili, że wolne miejsca pracy jakie mają interesują jedynie imigrantów – zazwyczaj z Europy Wschodniej – lub studentów w ciężkiej sytuacji finansowej. Brytyjczycy żyjący z zasiłków nie zwracają na nie uwagi.

I nie ma się czemu dziwić. Minimalna praca za tydzień ciężkiej harówki wynosi 180 funtów, po odliczeniu podatku.
Jednak, jak wykazał niedawno nasz komentator polityczny Fraser Nelson, bezrobotni ubiegający się o cały szereg zasiłków – w tym kredyty na domy i ulgi podatkowe – mogą zarobić około 220 funtów.

W Merthyr Tidfil aż 30,2 proc. mieszkańców jest bezrobotnych, tzn. otrzymują zasiłki i nie mają pełnoetatowej pracy. Jednak już po dwóch minutach w Meridian Business Support, największej miejscowej agencji pośrednictwa pracy w tym mieście w południowej Walii, naszemu reporterowi zaoferowano pracę w miejscowej fabryce czekoladek za wynagrodzeniem 5,35 funta za godzinę, co równa się minimalnej pracy krajowej.

Image Kierowniczka miejscowego biura Meridian Caroline Vereker, która dysponuje 200 wolnymi miejscami pracy, mówi: – W Merthyr zbyt wielu ludzi jest zadowolonych z tego, że siedzą w domu i żyją z zasiłku zamiast podjąć dostępną pracę.

Po ośmiu godzinach od przybycia do Southampton nasz dziennikarz znalazł pięć stanowisk pracy – przy przygotowywaniu kanapek, pomocnika sprzedawcy w sklepie, pracownika działu promocji, barmana i pomocnika artysty robiącego tatuaże. (...)

Podobnie było w Londynie, gdzie w niektórych rejonach jest 20-procentowe bezrobocie. Nasz wysłannik znalazł trzy stanowiska pracy w kilka godzin. To wyjaśnia dlaczego w stolicy jest obecnie niewiarygodna liczba 235 tys. pracujących imigrantów.

Po kilku minutach od przybycia do centrum Londynu, zaproponowano mu pracę w Henry Holland Pub w Marylebone, w charakterze pomocnika kuchennego, za 5,50 funta za godzinę.

W niecałe dwie godziny później, w mieszczącej się w Notting Hill restauracji Luna Rossa, kierownik Francisco Perez szybko zaoferował mu robotę barmana i kelnera. Tu również wynagrodzenie wynosiło 5,50 funta za godzinę, ale plus napiwki. Jak powiedział Francisco: – To jest ciężka praca. A ja myślę, że Brytyjczycy chcą łatwego życia.

Wreszcie nasz reporter trafił do Chelsea, gdzie mógł zatrudnić się za minimalną stawkę jako sprzedawca w sklepie z rowerami.

W Liverpoolu, gdzie bezrobocie wynosi 26 proc., naszemu wysłannikowi oferowano trzy miejsca pracy, w tym jedno u bukmachera. Chris Sunderland, kierownik działu rekrutacji w BetFred, powiedział, że kasjer zarabia na początek 5,35 funta za godzinę, ale później wzrost wynagrodzenia nie jest niczym ograniczony. – Zaczynałem jako kasjer, bo boss chce, aby cały personel poznawał biznes od najniższego szczebla – opowiada Sunderland.

W Manchesterze, gdzie 1/5 mieszkańców jest bez pracy, naszej reporterce zaproponowano zatrudnienie już po kilku minutach od wejścia do Gentry Grooming Company. Zaczynając od mycia włosów za minimalną stawkę, mogła za 3-4 lata zostać dobrze zarabiającą stylistką.

Następnie oferowano jej pracę sprzątaczki. Wkrótce potem w modnym barze TV21, za 6 funtów za godzinę. Nieźle jak na miasto, w którym 1/5 ludzi nie ma pracy w pełnym wymiarze godzin.

W Glasgow nasza reporterka po zaledwie 20 minutach dostała pracę za 5,50 funta za godzinę w dziale sprzedaży jednego ze sklepów z odzieżą sportową sieci JD Sports. – Mamy ogłoszenie w oknie już od tygodni – mówi kierownik sklepu Jules Terriaca.

W Birmingham, gdzie jest podobny wskaźnik bezrobocia, szybko zaoferowano nam dwie posady – urzędnika w biurze i robotnika.

Po kilku godzinach w Leeds zdołaliśmy uzyskać trzy oferty: kierowcy dostawczej ciężarówki, sprzedawcy w sklepie i pracownika pizzerii.

W Newcastle – 18 procentowe bezrobocie – dostaliśmy dwie propozycje pracy: pomocnika sprzedawcy i kelnera. Wszystko to świadczy, że w Wielkiej Brytanii jest wiele pracy... jeśli chce się pracować.
za: onet.eu

Zacytuj ten artykuł na Twojej stronie | E-mail

Dodaj swoją opinię !
  • Zanim klikniesz 'Wyślij', upewnij się że poprawnie wpisałeś kod antyspamowy.
  • W innym przypadku nie będziesz mógł wysłać wiadomości.
Imię:
E-mail
Tytuł:
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod:* Code
Powiadom mnie o komenatrzach

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisów
Wszystkie komentarze są wyłączną własnością ich autorów

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
NO FILE
PageRank tego serwisu
Polskie randki w UK.Randki dla Polaków w Anglii.Fotki.Flirt.Czat.Filmikipolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na prawko po polskupolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na angielskie prawko po polsku