two4date.co.uk
Pub, czyli radość życia PDF Drukuj E-mail
Autor: Aleksandra Łojek-Magdziarz   
sobota, 16 czerwiec 2007
Image To, co kiedyś w polsce nosiło upokarzającą nazwę „piwiarnia”, a w latach osiemdziesiątych przyjęło angielskąnazwę „pub”, to miejsca, w których pije się alkohol, ogląda mecze piłki nożnej i wesoło spędza czas. Puby w Wielkiej Brytanii to temat rzeka. Ósma wieczór. Lokalny pub w Greenford. Irlandzki, jak się okazuje, ale nie od razu.

O tej porze leniwie zaczynają się schodzić bywalcy (w przeciwieństwie do pubów, które znajdują się w centrum Londynu lub w modnych dzielnicach - tam właściwie ciągle jest tłoczno, a już zwłaszcza po osiemnastej).

Wielkie kobiety za barem
Zamawiam kieliszek wina, choć z pouczających przewodników po pubach można się dowiedzieć, że trzeba kupić piwo. Caroline, właścicielka pubu, mówi, że nie lubi wina.
- Staję się po nim bardzo agresywna. Jeśli coś mi leży na wątrobie i wypiję kieliszek wina, wiadomo że rozpętam awanturę, więc go unikam. Moim ulubionym alkoholem jest wódka – przekonuje mnie z werwą. Jest bardzo dużą kobietą, budzącą lekki lęk. Ładna, śniada, o niedużych, mocno podkreślonych oczach i bardzo zdecydowanym głosie. Jej ruchy są wyraziste i energiczne. Tego dnia sama obsługuje klientów. Zwykle jednak za barem stoi jeszcze potężniejsza blondynka o rubasznym śmiechu, którą wszyscy bywalcy darzą ogromną sympatią. Zwykle nosi bardzo obcisłą koszulkę z wielkim dekoltem, zupełnie nie przejmując się tym, że jest wyjątkowo otyła. Czasem widuję szczupłego blondyna o melancholijnym wejrzeniu, do którego słodkie oczy robią niemal wszystkie młodsze klientki – wierne kopie bliźniaczek z „Big Brothera”, acz bez lizaków i różowości.

Wejście Dannego
Po kilku pobytach zauważam najbarwniejszą figurę tego miejsca, Dannego. Danny jest alkoholikiem, ale ponieważ jego picie przynosi pubowi ogromne pieniądze, a obecność nieustającą rozrywkę, nikt, nawet w żartach, nie wspomina o konieczności terapii. Zresztą Caroline stwierdza, że alkoholizm to mit, co stoi w jawnej sprzeczności z niedawno opublikowanymi w UK statystykami, które głoszą, że co szósty Brytyjczyk przyznaje się do problemu alkoholowego. Caroline nie rozumie definicji alkoholizmu i z mocą stwierdza, że regularne picie jest zupełnie normalne. Sama jednak pije tylko w weekendy, nigdy w pracy, ale jej goście, a zwłaszcza kobiety - piją codziennie.
Danny jest różowiutki z natury, a po pierwszej pincie z lekka purpurowieje. Tendencja ta będzie utrzymywać się do końca wieczoru. Pinty Danny wychyla z częstotliwością godną Rosjanina (według tutejszych stereotypów). Zwykle tkwi przy barze i wymienia złośliwo-dowcipne uwagi z barmanami, a kiedy pojawią się kobiety, zaczyna je obserwować i im więcej alkoholu ma we krwi, tym bardziej interesuje go stan nastroju gości płci żeńskiej. Kiedy po raz setny odpowie się Dannemu, że wszystko jest „as usual” (czyli w domyśle: „świetnie”), Danny wznosi kciuk do góry i na jakieś pięć minut koncentruje się na czymś innym.

Wyjście Dannego
Tego dnia jednak, kiedy sączę wino, Danny nagle wpada w nastrój bojowy (który można nawet nazwać szałem bitewnym, wspominając Monty Pythona). Upatrzył sobie ofiarę werbalnych, bardzo bełkotliwych i niezrozumiałych ataków, z których dało się tylko wyłuskać propozycję walki na zewnątrz pubu.
- Jasne – mówi bez wahania młody Irlandczyk w zielonej koszulce, uśmiechając się szeroko przy wyjącej aprobacie kumpli. - Idziemy.
Wyszli z baru. Danny na chwiejących nogach zaczął wykonywać coś w rodzaju niedokończonych kata (z karate), co mu zdecydowanie nie wychodziło, mimo usilnych starań. Przeciwnik stał naprzeciw, uśmiech nie schodził mu z twarzy i starał się naśladować ruchy Dannego. Ostatecznie Danny się roześmiał i oznajmił, że walczyć jednak nie będzie. Wrócili do pubu i Danny uścisnął obecnych panów, mówiąc, że wszyscy to bycze chłopaki.
Przy zawarciu paktu o nieagresji w pubie trzeba się liczyć z tym, że agresor dostanie propozycję postawienia kolejki (przy pomocy zwrotu: „w każdym razie, teraz twoja kolej!”), ale Danny został wspaniałomyślnie oszczędzony.

Agresja w zaniku
Walki w pubach nie są bowiem tak częstym zjawiskiem.
- Agresywnych gości wyprasza się od razu, bo to widać, kto chce się bić naprawdę, a komu zaraz przejdzie – mówi Caroline. – Mieliśmy problemy z Polakami na początku, bo przychodziło tu paru takich agresywnych facetów, którzy po wódce chcieli się brać za łby, ale wyprosiłam ich raz a porządnie i się skończyło.
Wierzyć mi się nie chce, że Caroline zrobiła coś, co w polskich klubach kończy się najczęściej jatką, w której poszkodowane są poważnie obie strony. Postanawiam pociągnąć wątek polski.
- Anglicy i Irlandczycy piją bardzo dużo, ale nie stają się agresywni, albo przynajmniej naprawdę bardzo rzadko. Mamy też stałych klientów Polaków, bardzo sympatycznych – odpowiada Caroline – i zawsze, ale to zawsze zamawiają stellę artois. Po przygodzie z tamtymi od wódki wydawało mi się, że Polacy piją tylko wódkę, ale nie, głównie stellę.
Ciekawe, co piją Irlandczycy. Wydaje się bowiem, że guinessa – tak bowiem myślą Polacy.
- W żadnym razie. Tylko zimą. Normalnie carlsberga i magnersa. Ale za to w bardzo dużych ilościach - odpowiada Caroline, machając do tańczących właśnie w rytm U2 Irlandczyków. Średnia wieku to czterdzieści lat, młodsi siedzą przy stole i chichoczą. Danny tańczy z nimi, choć trochę im przeszkadza, bo wpadł we własny rytm i niespecjalnie chce się z niego wyzwolić. Siedzące nieopodal dziewczyny o dużej nadwadze kibicują tańczącym. Przed nimi stoją puste już szklanki po piwie.
- Irlandki piją naprawdę bardzo dużo. Te tutaj to nie są stałe bywalczynie, nie znam ich, bo Irlandki zwykle piją wódkę – wyjaśnia Caroline, nalewając drinka jednej z kobiet.
Do pubu wpadają kolejni Irlandczycy. Zaczyna być bardzo głośno. Tak jakby celem spotkania nie była zaangażowana debata, ale wzajemne przekrzykiwanie się, kpiny i wieczne, niekończące się i szyfrowane (dla postronnych obserwatorów) dialogi. Każdy, kto wdaje się w dłuższą rozmowę, to nudziarz. A jeśli w dodatku nie może znieść kpin z samego siebie, nie powinien przychodzić do pubu. Bo pierwszym przykazaniem bywalców jest: „Thou shalt not take things too seriously” („Nie powinieneś traktować wszystkiego zbyt poważnie”). Dlatego trzeba się liczyć z tym, że przy zbyt detalicznym omawianiu jakiejś kwestii, bywalec może krzyknąć: „Rubbish!”! i zażądać natychmiast kolejki od nudziarza.
- Oni tak zawsze wrzeszczą – informuje mnie Caroline, kiedy zaczynają już pękać bębenki. – To naprawdę głośny naród. Ale czarujący.

Lokalna etykieta
Każdy pub ma swoje rytuały, język i klientów. Turyści albo ci, którzy nie zwracają uwagi na toczące się w pubach życie towarzyskie, zwykle będące kontynuacją dnia poprzedniego, mogą przeoczyć bardzo ważną rzecz – że klienci tworzą rodzaj rodziny.
Do dobrego tonu należy zagaić rozmowę z barmanem (jeśli się chce zostać zapamiętanym). Bynajmniej nie na temat pogody, ale samopoczucia, najlepiej używając slangu. Dlatego po wejściu do mojego lokalnego pubu powinnam powiedzieć: - Good evening (skracając całą tę grzecznościową formę do ‘ining’) i tuż przed złożeniem zamówienia zapytać: - Alright, Caroline? (chyba że Caroline zrobi to pierwsza). Caroline, jeśli uzna mnie za tzw. regular, czyli klienta stałego, może mnie kiedyś zaczepić zwrotem: - Usual is it, Ola?, ale z pewnością dużo czasu jeszcze minie, zanim dojdzie do tej wyjątkowej chwili.

Pokaż, co pijesz...
Okazuje się też, że istnieją nieformalne i niepisane zasady, związane z rodzajem pitego alkoholu. Otóż każda klasa społeczna w demokratycznej Anglii zamawia taki napój, jaki jej zamówić wypada. I tak przedstawicielka klasy pracującej może sobie pozwolić na picie alkoholi słodkich (wina, likierów i fantazyjnych drinków), ale już kobieta z klasy średniej i wyższej powinna pić wyłącznie wino wytrawne i sherry. Mężczyźni rekrutujący się z klasy pracującej mają najwięcej ograniczeń, ponieważ wszelkie eksperymenty alkoholowe są uważane za niemęskie, dlatego robotnik powinien pić piwo i wódkę, czasem czyniąc wyjątek dla tzw. G&T (czyli dżinu z tonikiem). Mężczyźni z klasy średniej mają większą swobodę wyboru. Mogą zatem zamówić martini wstrząśnięte, ale niemieszane.
Puby o charakterze lokalnym, a taki jest mój pub w Greenford, nie stosują się do tych zasad. Wszyscy piją wszystko. Ściskają się, kochają i tańczą. A następnego dnia idą do pracy. Bez kaca. Jak to możliwe?
za: polishexpress.co.uk

Zacytuj ten artykuł na Twojej stronie | E-mail

Dodaj swoją opinię !
  • Zanim klikniesz 'Wyślij', upewnij się że poprawnie wpisałeś kod antyspamowy.
  • W innym przypadku nie będziesz mógł wysłać wiadomości.
Imię:
E-mail
Tytuł:
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod:* Code
Powiadom mnie o komenatrzach

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisów
Wszystkie komentarze są wyłączną własnością ich autorów


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
NO FILE
PageRank tego serwisu
Polskie randki w UK.Randki dla Polaków w Anglii.Fotki.Flirt.Czat.Filmikipolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na prawko po polskupolskie testy na angielskie prawo jazdy w anglii, prawko w uk, testy na angielskie prawko po polsku