|
Pani Magda, listonoszka, tu w biegu rzuci przesyłkę, tam wsunie ją przez lufcik podskakując jak koszykarska gwiazda NBA, innym razem jak zawodowa bilardzistka trafi listami w otwory podwójnych drzwi. Magdalena Karlikowska do pracy wychodzi już o czwartej trzydzieści
rano. 'Właściwie to w grafiku mam zapisane, że pracuję od piątej rano
do trzynastej po południu, ale wolę zacząć wcześniej, żeby wcześniej
skończyć' - wyjaśnia.
 Jej dzień zaczyna się od stawienia czoła górze paczek i listów, które
trafiły do jej poczty na Southall z centralnej sortowni na
Greenfordzie. Teraz musi jednak podzielić je według adresów na
poszczególne rejony, a następnie ułożyć w swojej przepastnej torbie w
takiej kolejności, w jakiej będzie je dostarczać. - Mam pięć rejonów,
które obsługuję - wylicza. - Na każdym jest sześćset adresów. Nie było
łatwo się tego rozkładu nauczyć, więc początki były ciężkie. Dlatego
też każdy ze starających się o pracę listonosza musi, jako etap
rekrutacji, przejść specjalny test na kojarzenie liczb, czyli, jak go
podsumowuje Magda „takie sortowanie na sucho”.
Akrobacje
Teoretycznie torba z pocztą, którą zabiera ze sobą, nie powinna
ważyć więcej niż szesnaście kilogramów. Pozostałe kierowca furgonetki
powinien dowieźć i zostawić w specjalnych skrytkach na terenie rejonu,
by czekały tam na nią. - Skrytek jednak często brakuje, a poczty jest
tyle, że torby z nią nie jestem w stanie sama unieść. - skarży się.
Wtedy zazwyczaj któryś z kolegów z pracy pomaga Magdzie umieścić ją w
koszyku przymocowanym do kierownicy roweru. - A dalej to już jakoś sama
ciągnę - śmieje się. Takiej torby jednak nie zdejmie z roweru nawet,
kiedy musi wejść do jakiegoś budynku. Zostawia ją wtedy bez opieki na
swoim pojeździe. - W ten sposób skradziono mi już pięć toreb - kręci z
niedowierzaniem głową. - Czego ktoś mógł w nich szukać? Przecież to
zwykłe listy - zastanawia się. Po trzech latach pracy doprowadziła
technikę dostarczania listów do perfekcji. Niemal w biegu tu rzuci
przesyłkę przez wysoki płot jakby zawodnik rugby podawał piłkę koledze
z drużyny, tam wsunie ją przez lufcik podskakując do niego jak gwiazda
NBA, kiedy indziej niczym zawodowa bilardzistka trafi listami w otwory
drzwi dwu osobnych adresów na raz. - Dostarczanie przesyłek prawie
nigdy nie zajmuje mi tyle czasu, ile przeznacza na to grafik, więc po
prostu kończę wcześniej - oznajmia z radością.
Ludzie i ludziska
Pod jednym z adresów Magdę obszczekuje pies. - Proszę się nie bać,
on nie gryzie. - uspokaja rutynowo właściciel. Obskakiwana dookoła
przez zwierzaka Magda nie ma jednak szczęśliwej miny. - No tak, Wielka
Brytania słynie z wielkiej liczby pogryzień listonoszy przez psy -
mityguje się właściciel i zaciąga ujadające stworzenie za drzwi
mieszkania. Nie zwierząt jednak najbardziej obawia się Magda. Dostarcza
także przesyłki na osiedle wielkich bloków komunalnych. - W każdym z
nich spędzam co najmniej po piętnaście minut, a w specjalnych
przejściach między nimi często mijam osoby zażywające właśnie
narkotyki. - wspomina z niepokojem. Tam też najczęściej spotykają ją
niedwuznaczne zaczepki i propozycje. Jej zakłopotanie wzbudza również
pewna lokatorka zainteresowana najwyraźniej osobami o tej samej płci. -
Jaką masz śliczną buzię, a jakie słodkie oczka, zaczepiała mnie zawsze,
kiedy dostarczałam jej przesyłkę poleconą. - wspomina Magda, rumieniąc
się. Od tamtej pory dostarczanie przesyłek specjalnych pod ten adres
pozostawia kierowcy pocztowej furgonetki. Ale są też i rejony, na
których roznosi się przesyłki przyjemnie. - Jest tu takie osiedle
nowoczesnych apartamentowców - rozmarza się. - Tam zawsze mieszkańcy
zamienią ze mną parę miłych słów, na święta poczęstują czekoladką -
dodaje.
Zarobki i mity
Jestem zadowolona z zarobków, ale na pewno nie jest to tyle, ile
czasem podają w informacjach o tutejszych listonoszach polskie media -
zastrzega. Jednak dzięki ich sensacyjnym informacjom dziś na wiadomość,
że jest listonoszką, każdy reaguje zazdrosnym „no tam to ty musisz
zarabiać!” Dlatego bez ceregieli oznajmia: - Moja pensja to około ₤Ł350
tygodniowo brutto, z czego po odliczeniu wszystkich podatków na moje
konto trafia nieco ponad ₤280. Wie, że wielu jej rodaków dostaje za
swoją pracę dużo mniej i często nie mają nawet podpisanych żadnych
kontraktów. Spotyka takich nawet w swoim rejonie. - Ja jestem tutaj od
1997 roku. Na początku też pracowałam nielegalnie w pralni i jako
sprzątaczka. - pociesza.
za: http://www.polishexpress.co.uk
|